Pokrzywa nie jest rośliną wydmową. A jednak jakiemuś jednemu ziarenku, bardzo zdeterminowanemu, by przetrwać w tak trudnych warunkach, udało się wykiełkować i wyrosnąć w roślinę.
Jakaż to musiała być siła, by zapuścić delikatne korzonki w suchym piachu, gdzie jedynym towarzystwem są wytrzymałe na wiatr i sól trawy.
Patrząc na tę pokrzywę, pomyślałam, że pewnie czuje się samotna – taka inna od wszystkich otaczających ją roślin. A mimo to wzrasta, nie chowa się przed wiatrem, a nawet przekracza granicę linii traw, wychodząc na przeciw podmuchom, jakby chciała udowodnić, że wszystko jest możliwe.
Czy jednak to, że wyrosła na wydmie, w tak dla niej obcym miejscu, jest tylko zasługą jej siły?
A może to także szczególne zrządzenie losu – jakaś kropla deszczu, która stała się kołyską dla nasionka, jakiś zabłąkany zwitek materii organicznej, który był pożywką na ten trudny początek kiełkowania. A może jeszcze coś, o czym wie tylko ona – pokrzywa na wydmie.
Czy uda jej się zostawić po sobie coś więcej, niż tylko zwiędnięte liście, gdy przyjdzie na nią czas? Nie wiem.
Być może na tej jednej roślince zakończy się historia pokrzywy, która wyrosła na wydmie.
Ale jeśli wyda nasiona, to one, niesione wiatrem, gdzieś tam zakiełkują. Jej siła będzie w nich. I ona będzie w nich.
![]()
Wyjątkowa siła tkwi w tej pokrzywie. No, niezła jest 🙂
😊