Masz pytania bądź uwagi? Chcesz się podzielić swoją opowieścią, a może chcesz nawiązać współpracę? Jeśli tak, to zamiast wysyłać czaple 😉 wypełnij, proszę, poniższy formularz i wyślij jednym kliknięciem. Z przyjemnością odpowiem. Jeśli wolisz, to możesz też napisać mail na adres: blog@opowiesciwedrowne.pl.
![]()
Zapraszam też na mój profil na FB 🙂

1,704
Bogusia Mirosławska - opowieści wędrowne i inne historie
Piszę, wędruję, fotografuję i ♥️ las. Opowieści Wędrowne są o tym, co możesz odkryć, będąc w drodze.
GLITCH - cyfrowy potomek domowego skrzata
------------
Montaż kuchennej półki zajął mi wczoraj kilka godzin. Nie dlatego, że był trudny, ale dlatego, że ciągle czegoś szukałam. A to śrubokręt się zawieruszył, choć dałabym głowę, że kładłam go na blacie, a to wkręty gdzieś się „pochowały”. Błąd systemu, glitch – pomyślałam skonfundowana. I przypomniały mi się dawne domowe skrzaty.
***
W dawnym świecie dom nie był przestrzenią martwą. Miał swoje kąty, progi, piec, strych, szczeliny. Te miejsca, takie trochę „pomiędzy”, zasiedlane były przez różne duchy domowe: skrzaty, krasnoludki, ubożęta, kłobuki czy domowiki. Mogły one pomagać, opiekować się domem, ale też sprawiać kłopoty, zwłaszcza gdy zostały zaniedbane albo obrażone.
Szczególnie kapryśną naturę miały skrzaty. Choć potrafiły przynieść rodzinie ogromne bogactwo, dbając o inwentarz, to wystarczyło obrazić je np. złym słowem, wścibstwem, bałaganem, skąpstwem lub lenistwem, by wpadły w szał. Mściły się wtedy okrutnie: dusiły zwierzęta gospodarskie, podpalały stodoły, niszczyły plony lub podmieniały ludzkie dzieci. Jednym słowem – zamieniały życie w piekło. W wersji łagodniejszej – utrudniały życie, chowając różne przedmioty, a tym samym zmuszając domowników do wielogodzinnych poszukiwań, psuły jedzenie albo nie dawały spać, okrutnie hałasując nocą.
***
Zanim jednak skrzat stał się współczesnym, cyfrowym błędem, przeszedł przez etap rewolucji przemysłowej. Wypędzony z wiejskich zapiecków, musiał znaleźć nowy dom. Idealnym pomostem w tej ewolucji stały się gremliny – złośliwe stworki, które wymyślili brytyjscy piloci podczas wojen światowych. Kiedy w samolotach psuła się skomplikowana mechanika bez wyraźnego powodu, winą obarczano właśnie te niewidzialne istoty. Skrzaty przesiadły się z drewnianych progów bezpośrednio do maszyn, przygotowując nas na nadejście ery cyfrowej.
***
Dziś współczesny glitch* robi coś bardzo podobnego, zmienił się tylko język. Dawniej mówiło się: „skrzat schował”, „domowy duch robi psikus”, „coś siedzi w kącie domu”. Dziś mówimy: „system się zaciął”, „rzeczywistość ma błąd”, „matrix się nie dograł”. Zmienia się metafizyka: z domu zamieszkanego przez istoty przeszliśmy do świata jako programu, symulacji, kodu. Ale rdzeń pozostaje przecież podobny: człowiek spotyka drobne pęknięcie w codzienności i potrzebuje języka, który to pęknięcie wyjaśni.
Jest jednak ważna różnica. Skrzat był osobowy. Miał intencję, charakter, humor, obrażał się, wymagał drobnych gestów: miseczki mleka, okruszyn, szacunku dla domowego porządku. Glitch w swojej definicji jest bezosobowy. To nie „ktoś” zrobił psikusa, np. schował klucze, które domownik szukał cały dzień, by potem znaleźć je w miejscu, do którego zaglądał wiele razy, tylko „coś” źle zadziałało – „zawiesił się system”.
***
A jednak nasza psychika panicznie boi się próżni i bezosobowości. Nie potrafimy żyć w świecie zimnych algorytmów, dlatego podświadomie... wciąż te błędy uczłowieczamy. Kiedy telefon odmawia posłuszeństwa, a aplikacja wyłącza się w najważniejszym momencie, zżymamy się na „złośliwość rzeczy martwych” albo mówimy, że „algorytm nas dziś nie lubi”. Nadajemy bezdusznemu kodowi intencję – zupełnie jak nasi przodkowie.
Co ciekawe, wciąż też składamy tym cyfrowym skrzatom swoiste ofiary. Dawniej było to mleko pod piecem, dziś – opłacamy droższe subskrypcje, żeby „system się nie zacinał”, czyścimy pamięć podręczną w niemal rytualnym skupieniu, a zresetowanie routera stało się nowoczesnym odpowiednikiem dmuchania w palenisko, by ułaskawić domowe ognisko. Nawet odruchowe przesunięcie palcem po ekranie smartfona (pull-to-refresh) przypomina magiczny gest oczekiwania, aż cyfrowy duch sypnie nam nowym contentem.
***
Oczywiście z pomocą w wyjaśnieniu – czy to działania dawnych skrzatów, czy współczesnego glitcha – przychodzi psychologia, według której wiele takich sytuacji może wynikać z zawodności uwagi i pamięci, które prowadzą do roztargnienia. Daniel L. Schacter, amerykański psycholog, opisywał „roztargnienie” jako błąd na styku uwagi i pamięci – klasycznym przykładem jest przysłowiowe odłożenie kluczy lub okularów bez pełnego zakodowania tej czynności. Badania nad tzw. ślepotą zmian pokazują też, że możemy nie zauważyć obiektu albo zmiany w dobrze znanej przestrzeni, zwłaszcza gdy działamy automatycznie, jesteśmy zmęczeni albo szukamy pod presją.
Ale – i tu jest najciekawsze – wyjaśnienie psychologiczne wcale nie unieważnia wymiaru kulturowego dzisiejszego glitcha. Bo nawet jeśli przedmiot „naprawdę” był w szufladzie, tylko go nie zauważyliśmy, to fakt, że opowiadamy o tym jako o glitchu lub błędzie rzeczywistości, a dawniej o skrzacie i psikucie domu, pokazuje, jak bardzo potrzebujemy narracji dla wyjaśnienia drobnych zakłóceń codzienności. Świat technologii stał się tak skomplikowany, że dla większości z nas działa jak magia. Skoro nie rozumiemy architektury procesorów, błędy urządzeń zaczynamy podświadomie traktować jak zjawiska nadprzyrodzone.
***
No cóż, mimo postępu nasze demony domowe wcale nie zniknęły, tylko nauczyły się języka technologii. Dawny skrzat mieszkał za piecem, pod progiem, w kącie izby. Współczesny glitch stał się duchem w maszynie – „mieszka” w kodzie rzeczywistości, w symulacji, w „systemie”.
Obaj pojawiają się wtedy, gdy zwyczajny dom na chwilę przestaje być zwyczajny.
--------------
A Ty, jakie masz przygody z domowymi skrzatami😉 lub jak doświadczasz #glitch?
--------------
*Glitch - pochodzi z języka angielskiego i oznacza usterkę, zakłócenie, nagły błąd systemu, komputera lub gry. W życiu codziennym oznacza też niewielką, niespodziewaną komplikację lub przeszkodę, która utrudnia realizację planu
#skrzaty #matrix #system #błąd #dom
------------
Montaż kuchennej półki zajął mi wczoraj kilka godzin. Nie dlatego, że był trudny, ale dlatego, że ciągle czegoś szukałam. A to śrubokręt się zawieruszył, choć dałabym głowę, że kładłam go na blacie, a to wkręty gdzieś się „pochowały”. Błąd systemu, glitch – pomyślałam skonfundowana. I przypomniały mi się dawne domowe skrzaty.
***
W dawnym świecie dom nie był przestrzenią martwą. Miał swoje kąty, progi, piec, strych, szczeliny. Te miejsca, takie trochę „pomiędzy”, zasiedlane były przez różne duchy domowe: skrzaty, krasnoludki, ubożęta, kłobuki czy domowiki. Mogły one pomagać, opiekować się domem, ale też sprawiać kłopoty, zwłaszcza gdy zostały zaniedbane albo obrażone.
Szczególnie kapryśną naturę miały skrzaty. Choć potrafiły przynieść rodzinie ogromne bogactwo, dbając o inwentarz, to wystarczyło obrazić je np. złym słowem, wścibstwem, bałaganem, skąpstwem lub lenistwem, by wpadły w szał. Mściły się wtedy okrutnie: dusiły zwierzęta gospodarskie, podpalały stodoły, niszczyły plony lub podmieniały ludzkie dzieci. Jednym słowem – zamieniały życie w piekło. W wersji łagodniejszej – utrudniały życie, chowając różne przedmioty, a tym samym zmuszając domowników do wielogodzinnych poszukiwań, psuły jedzenie albo nie dawały spać, okrutnie hałasując nocą.
***
Zanim jednak skrzat stał się współczesnym, cyfrowym błędem, przeszedł przez etap rewolucji przemysłowej. Wypędzony z wiejskich zapiecków, musiał znaleźć nowy dom. Idealnym pomostem w tej ewolucji stały się gremliny – złośliwe stworki, które wymyślili brytyjscy piloci podczas wojen światowych. Kiedy w samolotach psuła się skomplikowana mechanika bez wyraźnego powodu, winą obarczano właśnie te niewidzialne istoty. Skrzaty przesiadły się z drewnianych progów bezpośrednio do maszyn, przygotowując nas na nadejście ery cyfrowej.
***
Dziś współczesny glitch* robi coś bardzo podobnego, zmienił się tylko język. Dawniej mówiło się: „skrzat schował”, „domowy duch robi psikus”, „coś siedzi w kącie domu”. Dziś mówimy: „system się zaciął”, „rzeczywistość ma błąd”, „matrix się nie dograł”. Zmienia się metafizyka: z domu zamieszkanego przez istoty przeszliśmy do świata jako programu, symulacji, kodu. Ale rdzeń pozostaje przecież podobny: człowiek spotyka drobne pęknięcie w codzienności i potrzebuje języka, który to pęknięcie wyjaśni.
Jest jednak ważna różnica. Skrzat był osobowy. Miał intencję, charakter, humor, obrażał się, wymagał drobnych gestów: miseczki mleka, okruszyn, szacunku dla domowego porządku. Glitch w swojej definicji jest bezosobowy. To nie „ktoś” zrobił psikusa, np. schował klucze, które domownik szukał cały dzień, by potem znaleźć je w miejscu, do którego zaglądał wiele razy, tylko „coś” źle zadziałało – „zawiesił się system”.
***
A jednak nasza psychika panicznie boi się próżni i bezosobowości. Nie potrafimy żyć w świecie zimnych algorytmów, dlatego podświadomie... wciąż te błędy uczłowieczamy. Kiedy telefon odmawia posłuszeństwa, a aplikacja wyłącza się w najważniejszym momencie, zżymamy się na „złośliwość rzeczy martwych” albo mówimy, że „algorytm nas dziś nie lubi”. Nadajemy bezdusznemu kodowi intencję – zupełnie jak nasi przodkowie.
Co ciekawe, wciąż też składamy tym cyfrowym skrzatom swoiste ofiary. Dawniej było to mleko pod piecem, dziś – opłacamy droższe subskrypcje, żeby „system się nie zacinał”, czyścimy pamięć podręczną w niemal rytualnym skupieniu, a zresetowanie routera stało się nowoczesnym odpowiednikiem dmuchania w palenisko, by ułaskawić domowe ognisko. Nawet odruchowe przesunięcie palcem po ekranie smartfona (pull-to-refresh) przypomina magiczny gest oczekiwania, aż cyfrowy duch sypnie nam nowym contentem.
***
Oczywiście z pomocą w wyjaśnieniu – czy to działania dawnych skrzatów, czy współczesnego glitcha – przychodzi psychologia, według której wiele takich sytuacji może wynikać z zawodności uwagi i pamięci, które prowadzą do roztargnienia. Daniel L. Schacter, amerykański psycholog, opisywał „roztargnienie” jako błąd na styku uwagi i pamięci – klasycznym przykładem jest przysłowiowe odłożenie kluczy lub okularów bez pełnego zakodowania tej czynności. Badania nad tzw. ślepotą zmian pokazują też, że możemy nie zauważyć obiektu albo zmiany w dobrze znanej przestrzeni, zwłaszcza gdy działamy automatycznie, jesteśmy zmęczeni albo szukamy pod presją.
Ale – i tu jest najciekawsze – wyjaśnienie psychologiczne wcale nie unieważnia wymiaru kulturowego dzisiejszego glitcha. Bo nawet jeśli przedmiot „naprawdę” był w szufladzie, tylko go nie zauważyliśmy, to fakt, że opowiadamy o tym jako o glitchu lub błędzie rzeczywistości, a dawniej o skrzacie i psikucie domu, pokazuje, jak bardzo potrzebujemy narracji dla wyjaśnienia drobnych zakłóceń codzienności. Świat technologii stał się tak skomplikowany, że dla większości z nas działa jak magia. Skoro nie rozumiemy architektury procesorów, błędy urządzeń zaczynamy podświadomie traktować jak zjawiska nadprzyrodzone.
***
No cóż, mimo postępu nasze demony domowe wcale nie zniknęły, tylko nauczyły się języka technologii. Dawny skrzat mieszkał za piecem, pod progiem, w kącie izby. Współczesny glitch stał się duchem w maszynie – „mieszka” w kodzie rzeczywistości, w symulacji, w „systemie”.
Obaj pojawiają się wtedy, gdy zwyczajny dom na chwilę przestaje być zwyczajny.
--------------
A Ty, jakie masz przygody z domowymi skrzatami😉 lub jak doświadczasz #glitch?
--------------
*Glitch - pochodzi z języka angielskiego i oznacza usterkę, zakłócenie, nagły błąd systemu, komputera lub gry. W życiu codziennym oznacza też niewielką, niespodziewaną komplikację lub przeszkodę, która utrudnia realizację planu
#skrzaty #matrix #system #błąd #dom
