Anka wyszła z domu tuż po szóstej. Najpierw poszła prosto, dobrze znaną jej drogą, potem skręciła w prawo, przy rozwalającym się domu bez drzwi, za to z oknami zabitymi dechami, by zniknąć za rogiem.

Ewka opuściła swoje mieszkanie w centrum miasta niewiele później. Miała iść na przystanek autobusowy, ale postanowiła, że pójdzie przez park. Poranny chłód orzeźwił ją nieco, czego po nieprzespanej nocy bardzo potrzebowała. Szła alejką, potem weszła w niewielką, ciasną uliczkę. I też zniknęła.

Renata tego ranka nie czuła się dobrze. Wciąż miała przed oczami obrazy ze snu, jaki powracał do niej przez całą noc. A może to nie był sen? Sięgnęła po książkę, którą czytała do późna, otworzyła na kolejnym rozdziale. „Idź” – przeczytała na głos pierwsze słowo. To było jak uderzenie. Renata wstała, ubrała się i wyszła. Tak po prostu, bez niczego.

Kilka dni później nagłówki gazet informowały: „Trzy kobiety wyszły z domu i dotąd nie wróciły. Nikt nie wie, co się z nimi dzieje”. Ale to nie była prawda. „Ja wiem” – wyszeptał Zefir, odkładając gazetę na biurko. „Szukają siebie. Książka działa” – dodał już na głos, a potem, jakby dla potwierdzenia, rozległo się stukanie w klawiaturę.

Zefir właśnie zaczął pisać część drugą swojego dzieła życia. W niewielkim pokoju był tylko on i komputer.  I ciemność, która na granicy ekranu przepychała się z niebieskim światłem monitora oświetlającego maskowatą „twarz” Zefira. Do pisania bowiem zawsze zakładał maskę. TĘ maskę.

Podłużna, wyrzeźbiona z drewna hebanu, lśniła jakby nasączono ją ludzkim potem. Jej wysokie, nienaturalnie wypukłe czoło i głęboko osadzone, wąskie szczeliny na oczy, sprawiały, że Zefir widział świat, sam pozostając niewidocznym. Zefir uśmiechnął się na tę myśl, ale uśmiech ginął pod wysuniętym ku przodowi ptasim dziobem w miejscu ust, otoczonym kępkami zwierzęcego włosia.

Maska pachniała ziemią, wysuszoną trawą i czymś pierwotnym – siłą, która zmienia, nawet wbrew woli. Za każdym razem, gdy Zefir zakładał maskę, przestawał istnieć – przed monitorem stawał się Gba. Gdy zaczynał pisać, w palcach pojawiało się przyjemne mrowienie – poczucie absolutnej władzy. Nad słowem i nad tymi, którzy jego słowa czytali.

Prasa wciąż donosiła: „Poszukiwania kobiet trwają. Ze źródeł zbliżonych do śledztwa wynika, że wszystkie trzy zaginione czytały dzień wcześniej książkę ‘W poszukiwaniu siebie’. Każda z kobiet zostawiła ją otwartą na rozdziale „Idź”. Śledczy sprawdzają, czy książka ma coś wspólnego z zaginięciami. Próbowali skontaktować się z autorem, ale bezskutecznie. Podane na okładce wydawnictwo w rzeczywistości nie istnieje”.


cdn. 

Co o tym sądzisz?

Chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, zadać pytanie lub podyskutować o tym temacie? Przenieśmy naszą rozmowę na Facebooka!

👉 Dołącz do dyskusji pod tym postem na Facebooku – to tam codziennie rozmawiamy i wymieniamy się doświadczeniami. Do zobaczenia w komentarzach!

Jestem pisarką, podróżnikiem, wędrowcem, pasjonatką przyrody i historii medycyny. Opowiadam historie zakorzenione w świecie natury i dawnych księgach. W swoich opowieściach łączę to, co realne, z tym, co symboliczne. Między krokiem a oddechem rodzą się moje opowieści. Niech wędrują one z Tobą.