Szła ze Wschodu na Zachód, by w ciągu zaledwie kilku miesięcy ogarnąć całą Europę. Grypa, nazywana w XIX wieku influenzą, trafiała pod strzechy i na salony, a jej pandemiczny charakter nie umknął uwadze nie tylko uczonych, ale i społeczeństwa.

Co ciekawe, po raz pierwszy w historii wieści o niej wyprzedzały ją samą, potęgując wśród ludzi strach. Pandemia grypy, największa z XIX-wiecznych epidemii tej choroby, która rozpoczęła się w 1889 roku, była bowiem pierwszą, szeroko komentowaną na łamach przeżywającej swój rozkwit prasy codziennej.

Dzienniki, jak paryski „Le Temps” i “Le Matin”, berliński „Vossische Zeitung” czy londyński „The Times”, docierające do znacznej liczby czytelników, pełniąc swą misję informacyjną, dostrzegły w epidemii dobry temat na newsa. Na bieżąco pisały więc o przebiegu epidemii grypy, jej objawach, powikłaniach, a nawet sposobach leczenia i zapobiegania. Epidemią influenzy interesowały się także gazety polskie, np. „Dziennik Poznański”, „Kurier Poznański”, czy „Kurier Warszawski”.

Gdy zagrożenie ciągnie ze Wschodu

Czytelnik, czy to paryżanin, londyńczyk, berlińczyk, rzymianin, czy po prostu poznaniak, zanim na własnej skórze doświadczył „nieprzyjemności” choroby, mógł się nie tylko dowiedzieć, skąd nadciąga zagrożenie, ale kogóż to dopadła grypowa niemoc.

Jakże fascynujące były to wieści! Czytał więc, że pierwsze przypadki zachorowań zwiastujących nadchodzącą epidemię odnotowano już w maju 1889 r., w trzech różnych miejscach: w Bucharze (Azja), w Athabasce (Kanada) i na Grenlandii.

Dowiadywał się, ze około połowy października 1889 r. grypa pojawiła się w Tomsku na Syberii, by pod koniec miesiąca dotrzeć do Petersburga. Stamtąd – „prostą drogą” – dostała się do Berlina, by następnie do końca grudnia opanować pozostałe miasta Europy i zagościć w nich na kilka tygodni.

Kierunek marszu pandemii grypy – ze wschodu, od strony od Petersburga – staje się powodem nazwania jej „rosyjską” lub „azjatycką”.  Niejeden czytelnik gazety, śledząc z niepokojem wiadomości prasowe o szerzącej się epidemii, mógł się nawet w duchu ucieszyć, że influenza to jednak nader sprawiedliwa choroba!

W Petersburgu dotknęła bowiem nie tylko najniższe warstwy ludności, ale nie ominęła nawet samego cara Rosji – Aleksandra Aleksandrowicza Romanowa III! Jednym słowem, cóż na ulga – influenza trafia nie tylko pod strzechy zwykłych ludzi, ale i na światowe salony!

W jej ramiona dostawali się więc robotnicy i właściciele fabryk, uczniowie i nauczyciele, poddani i rządzący. Nie omijając żadnej ze stolic ówczesnej Europy, zaglądała do mieszkań, urzędów, sądów, szkół, parlamentu, dworów królewskich i książęcych, zakładów pracy, sklepów, słowem – panowała wszędzie, stając się niechcianą Królową Zimy.

Grypa w Paryżu…

W Paryżu influenza dopadła najpierw urzędników Luwru, szerząc się na pozostałe grupy ludności. W stolicy Francji szybko zauważano jej szkodliwy wpływ na gospodarkę. Najbardziej uderzającym objawem „klęski grypy” okazało się znaczne uszczuplenie w handlu artykułami spożywczymi: u piekarzy i rzeźników schodziło dziennie aż o kilkaset kilogramów pieczywa i mięsa mniej niż zwykle.

W styczniu na grypę chorowali też przedstawiciele władzy: posłowie francuskiego parlamentu, prezydent Republiki – Marie François Sadi Carnot i ministrowie. Ci ostatni pod koniec stycznia już wyzdrowieli, mogąc nareszcie odprawić odłożone noworoczne przyjęcia, na których jednakże z powodu grypy zabrakło wielu ważnych gości, w tym ówczesnego ambasadora Rosji.

W Lyon z powodu choroby aktorów grypy zamknięto operę, w paryskim szpitalu Hotel Dieu na grypę zapadli wszyscy lekarze. Na influenzę cierpiała też francuska prowincja. W Evreux zachorowali wszyscy nauczyciele i rektor miejscowego liceum – zresztą ku zadowoleniu uczniów. W Lille, gdzie wyrabiano słynne wełniane sukna, z powodu epidemii przestały normalnie pracować wszystkie zakłady tkackie.

cdn.


Prasa nie tylko informowała o epidemii, ale też publikowała satyry. Oto jedna z nich, jaka ukazała się we francuskim w L’Illustration (styczeń 1890 r.). 

Grypa na salonach

Les Parisiens Malades de la Grippe 1889 influenza caricature. Źródło: www.gettyimages.com

„Les Parisiens malades de la grippe” (Paryżanie chorzy na grypę) – jest to bajka satyryczna napisana przez Jules’a Oudota na wzór słynnych bajek Jean de La Fontaine’a (w szczególności nawiązująca do bajki „Zwierzęta chore na dżumę” / Les Animaux malades de la peste), z ilustracjami znanego rysownika Carana d’Ache.

Główna część literacka bajki to:

Un mal qui répand la terreur, Mal que le Ciel en sa fureur. Inventa pour punir les crimes de la terre, La Grippe (puisqu’il faut l’appeler par son nom). Capable d’enrichir en un jour Charon, Faisait aux Parisiens une chaude guerre…

Tłumaczenie polskie:

Zło, które sieje przerażenie, Zło, które Niebo w swej wściekłości wymyśliło, by ukarać występki ziemi. Grypa (gdyż trzeba ją nazwać po imieniu), zdolna w jeden dzień wzbogacić Charona, wytoczyła Paryżanom gorącą wojnę…

 


A oto ilustracja dotycząca znacznie wcześniejszej epidemii grypy, bo z początku XIX wieku. 

Grypa na salonach


An Address of Thanks from the Faculty to the Right Honble. Mr. Influenzy for His Kind Visit to This Country, ryt. Temple West, wyd. Samuel William Fores, Londyn 1803. Źródło: Library of Congress / Wellcome Collection (domena publiczna).

O satyrach na różne choroby będzie osobny artykuł, bo jest to niezwykle ciekawy temat, dlaczego w ogóle powstawały i jakie niosły treści.


 

Co o tym sądzisz?

Chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, zadać pytanie lub podyskutować o tym temacie? Przenieśmy naszą rozmowę na Facebooka!

👉 Dołącz do dyskusji pod tym postem na Facebooku – to tam codziennie rozmawiamy i wymieniamy się doświadczeniami. Do zobaczenia w komentarzach!

Jestem pisarką, podróżnikiem, wędrowcem, pasjonatką przyrody i historii medycyny. Opowiadam historie zakorzenione w świecie natury i dawnych księgach. W swoich opowieściach łączę to, co realne, z tym, co symboliczne. Między krokiem a oddechem rodzą się moje opowieści. Niech wędrują one z Tobą.