Kos. Opowieść o pewnym skojarzeniu
Przylatuje o zmierzchu, siada wysoko na gałęzi i zaczyna swój wieczorny koncert, który trwa aż do ostatniego promienia słońca. Kos.
Mój kos, bo tak go nazywam, towarzyszy mi od kilku miesięcy. Wsłuchuję się w jego śpiew, siedząc wygodnie na tarasie w fotelu, którego oparcie otula mnie niczym skrzyd…