Nareszcie! Oto wyruszam w Polskę na pierwszą od początku epidemii wyprawę. Już w tym tygodniu jadę na cztery dni do Puszczy Białowieskiej. I będę chodzić, chodzić i chodzić, a potem pisać i pisać…

Wybór tego miejsca dla mnie samej jest nieco zaskakujący, gdyż jeszcze do niedawna myślałam raczej o wyjeździe w Góry Stołowe. Skąd więc pomysł na puszczę?

W ciągu ostatnich kilku tygodni zakochałam się miłością wiosenno-zieloną w wędrówkach po lesie i muszę się nią nasycić. A puszcza wydaje mi się do tego celu doskonała.

Przyznaję, że do puszczańskiej wędrówki zachęciłam się także, przeczytawszy książkę „Dotknij, poczuj, zobacz” Petera Wohllebena, o której Wam nawet pisałam. Cudna jest. Teraz czytam “Sekretne życie drzew”, a na stoliku przy moim ulubionym żółtym fotelu czekają jeszcze inne książki tego autora. Jak je skończę, też Wam o nich napiszę.

A dziś już prawie jestem spakowana i gotowa do drogi. Zresztą o wyprawach marzyłam od dawna. Niestety epidemia nieco, a nawet bardziej niż nieco, pokrzyżowała moje plany.

W czerwcu miało być Camino, a w sierpniu – Syberia. Też Wam tym wspominałam we wpisie “Gdy Syberia woła – przyjdź”. I nawet zaczęłam przygotowania. Ale w tym roku pewnie nic z tego nie będzie.

Jednak wędrowanie, to nie jest upieranie się przy planach za wszelką cenę, szczególnie gdy na wiele okoliczności zupełnie nie mam wpływu. Dlatego wolę zmodyfikować plany i czerpać z ich realizacji, ile tylko się da: radości, twórczego podniecenia, spokoju, a nawet wędrówkowego zmęczenia, tak innego przecież od znużenia codziennym pośpiechem.

Plan na puszczę jest taki, że z Łodzi jadę pociągiem do Białegostoku, by potem busem udać się do Hajnówki. Stamtąd już pieszo, przez puszczę, do Białowieży. Ten odcinek podzieliłam na dwa etapy, z noclegiem w Czerlonce w samym środku puszczy. A potem dwa dni na Białowieżę i okolice.

Oczywiście to zaledwie ułamek tego, co można przejść i zobaczyć, ale moje nastawienie jest takie: idę bez pośpiechu, by z każdym krokiem i oddechem nasycać się puszczą, tym pięknym, pierwotnym, naturalnym kilkusetletnim lasem.

Mam nadzieję przywieźć stamtąd także cudne zdjęcia. Ostatnio zaczęłam bawić się w bardziej profesjonalną fotografię niż tylko smartfonem. Próbuję swoich sił w fotografowaniu przyrody przy użyciu lustrzanki i teleobiektywu.

Co prawda jestem dopiero na początku zgłębiania tej trudnej (oj, tak) sztuki malowania światłem, ale jestem tym zachwycona. I kocham to cudowne uczucie początku drogi, gdzie cel na razie rysuje się mgliście, gdyż nie wiadomo, jaką i czy w ogóle jakąś biegłość w niej osiągnę. Ale piękno przyrody i jej metafizyczny wymiar niezwykle mnie motywuje.

A potem będę próbowała je zatrzymać, pisząc o nim. Już nie mogę się doczekać puszczy, wędrówki po niej i pisania o niej.

A Ty, czy wybierasz się w najbliższym czasie na wędrówkę? I dokąd?

Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Tytus
Tytus
4 miesięcy temu

I co, warto było?