Żyjemy w miastach zalanych betonem, otoczeni ekranami, nieustannie podłączeni do sieci. Stopniowo tracimy umiejętność korzystania z dobroci natury. Nie wszystko jednak stracone – przekonuje Peter Wohlleben, leśnik, autor bestselleru „Sekretne życie drzew”, w swojej najnowszej książce „Dotknij, poczuj, zobacz. Fenomen relacji człowieka z naturą”.

Książka, w tłumaczeniu Ewy Kochanowskiej, wydana w Polsce w 2019 r. przez Wydawnictwo Otwarte (Kraków) początkowo nie zwróciła mojej uwagi.

Aż pewnego wieczoru, będąc w Krakowie i mając dużo czasu na spokojne buszowanie w księgarni przy Rynku Głównym, sięgnęłam po nią. Tytuł wydał mi się zmysłowy, choć nie w sensie erotycznym, ale jako nawiązanie do zmysłów. A tego właśnie było mi trzeba.

Przysiadłam więc w księgarni na jednej z ławek i zaczęłam czytać, by podjąć decyzję – kupić czy nie kupić. W opisie książki na okładce wydawca przekonywał:

Peter Wohlleben na podstawie najnowszych badań naukowych oraz własnych wieloletnich obserwacji otwiera nam oczy i uszy. Zachęca, by widzieć, słyszeć u czuć mocniej. By uświadomić sobie potęgę swoich zmysłów i wsłuchiwać się w ciało. W nagrodę otrzymamy od natury dużo dobrego – w otoczeniu drzew nasze ciśnienie się znormalizuje, kolor zielony nas uspokoi, a las wyostrzy zmysły.

Tak, zmysły, czucie, las, natura, zdrowie, to jest to, czego mi potrzeba – pomyślałam. I uspokojona, że nie jest to jakaś pozycja ezoteryczna ani z gatunku nowej „podejrzanej” psychologii, książkę kupiłam. I się nie zawiodłam.

Przynajmniej do momentu, gdy autor nie przeszedł do spraw polityki klimatycznej i ochrony przyrody. Na szczęście jednak na 31 rozdziałów są to zaledwie ostatnie cztery, więc da się przeżyć. Tym bardziej, że książkę czyta się z przyjemnością, jeśli chodzi o sposób narracji – zrozumiałe słownictwo, obrazowość, klarowność. Wszelkie zalety dobrego tekstu.

Ale to nie forma zachęciła mnie do zakupu, ale przede wszystkim obietnica lepszego zrozumienia natury, jeśli tylko pozwolimy zmysłom na doznawanie jej.

Autor zaczyna swoją opowieść od zmysłu wzroku i patrzenia. I zadaje banalne pytanie – dlaczego właściwe las jest zielony? Ale odpowiedź już wcale banalna nie jest i dotyczy szerszego zjawiska – w ogóle widzenia kolorów.

Jak się okazuje, ta zdolność u człowieka wynika nie tylko z biologii (budowy oka), ale też z kultury.

Jako przykład podaje plemię Himba w Namibii, w którego w słownictwie brak jest słowa na określenie koloru niebieskiego i Himba mają ogromne trudności z odróżnieniem niebieskiego od zielonego.

Mają natomiast inną zdolność – potrafią odróżnić znacznie więcej odcieni zielonego niż przeciętny człowiek i w tym zakresie dysponują bogatym słownictwem.

Czytając ten fragment, sama zaczęłam się zastanawiać nad zielonością lasu i rzeczywiście wielkim bogactwem odcieni zieleni: od ciepłych – żółtozłotozielonych, przez brunatnoszarozielone, po chłodne – niebieskosrebrzystoszare.

Przypomniałam sobie też moją ubiegłoroczną wizytę w lesie Łagiewnickim w pochmurny, lipcowy dzień – jakże przecież monotonna wydała mi się wówczas zieleń! I jakie w dodatku miałam wówczas problemy z uchwyceniem w tej masie zieleni ostrości widzenia, o czym zresztą pisałam w tekście “Las. Daj odpocząć oczom“.

I jest! Także o tym wspomina autor w swojej książce, pisząc:

Gdy tylko zaczniecie błądzić wzrokiem w przestrzeni, oczy podejmą trening dostosowywania się do widzenia na odległość. I odwrotnie częste przesiadywanie przy biurku, a do tego złe oświetlenie i zbyt bliska odległość od czytanego tekstu mają niemałe znaczenie dla nasilania się krótkowzroczności.

Dlaczego tak się dzieje? Jak tłumaczy autor, ewolucyjnie jesteśmy przystosowani do widzenia na odległość. Widzenie z bliska to adaptacja związana ze zmianą trybu życia.

Ale co ze słuchem? Także i tu cywilizacja odsunęła nas od natury, lecz jeśli tylko dobrze nastawimy uszy, możemy do niej wrócić, by rozkoszować się jakże subtelnymi dźwiękami.

A potem autor prowadzi nas przez kolejne zmysły: powonienia, smaku, wreszcie dotyku, którymi możemy, a wręcz powinniśmy poznawać np. las. Na tym jednak nie kończy zmysłowej opowieści.

Bo, jak twierdzi, naukowcy wyróżniają jeszcze inne możliwości odbierania wrażeń, np. rejestrowanie pól elektromagnetycznych, szczególnie u niektórych zwierząt, jak np. ptaki.

Co ciekawe, badania wykazują, że i u człowieka jest coś, co można nazwać „szóstym zmysłem” i ma on nawet swoją lokalizację – to przedni zakręt kory obręczy, będący częścią mózgu. Tu autor przedstawia niezwykle ciekawe eksperymenty, potwierdzające jego istnienie.

Jednak o jaki zmysł dokładnie chodzi i jakie eksperymenty, to już zachęcam do zajrzenia do książki. Tym bardziej, że po opowieściach o zmysłach autor przechodzi do opowieści o lesie.

Ta część książki urzekła mnie najbardziej, szczególnie gdy była mowa o drzewach. Wiedzieliście np. że można mówić o tętnie drzew? Bo ja nie. Nie wiedziałam też wielu innych rzeczy – choćby o komunikowaniu się ich ze sobą i nie ma to nic wspólnego ze zjawiskami ponadnaturalnymi.

Wręcz przeciwnie – to cudowna, czysta natura, od której tak bardzo się oddaliliśmy, co nie wychodzi nam na zdrowie.

Jeśli chcesz to zmienić, weź do ręki książkę Petera Wohllebena „Dotknij, poczuj, zobacz”, przeczytaj ją uważnie, przemyśl, a potem idź do lasu i… dotknij, poczuj, zobacz.



Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments