Wielkanoc w tym roku nie przychodzi do mnie pełna olśnienia. Przychodzi raczej cicho – przez zmęczenie, jakieś wewnętrzne znużenie, przez ten szczególny rodzaj ciszy, w której człowiek nie ma ochoty szukać wzniosłych słów.
A jednak myślę, że może właśnie wtedy sens tych świąt staje się najprawdziwszy. Bo przecież nie wszystko odradza się od razu. Nie wszystko wraca do życia w jednym jasnym momencie.
Patrzę na wiosnę i widzę, że ona także niczego nie przyspiesza. Ziemia najpierw mięknie, woda rusza, pąki pęcznieją powoli. Życie wraca krok po kroku, prawie niepostrzeżenie.
Może więc i człowiekowi wolno wejść w Wielkanoc takim, jakim jest naprawdę – trochę znużonym, nie do końca gotowym na światło, ale jednak otwartym na to, że coś może się w nim zacząć budzić.
Czekam więc na to obudzenie. Czekam z nadzieją, w milczeniu, bo słów gdzieś brakuje, by to obudzenie przywołać. Ale ufam, że ono i bez mojego wołania przyjdzie.
A Ty, w jakim nastroju wchodzisz w Wielkanoc w tym roku?
![]()
![]()
Zmęczeni niech znajdą odpoczynek, smutni – radość, niespokojni – spokój, wszyscy niech odnajdą Światło.
RADOSNEGO ALLELUJA!