Zaczęło się niewinnie. Od wędrówek po okolicznych lasach, do których – co zaskakujące – wygnała mnie epidemia. A potem zrodziło się pragnienie – wybrać się na wędrówkę do puszczy. Padło na puszczę puszcz polskich, czyli Białowieską. A teraz nadszedł czas na Puszczę Augustowską.

Inspiracją, by udać się do Puszczy Białowieskiej, była cudowna książka Petera Wohllebena o lesie i jego tajemnicach pt. “Dotknij, poczuj, zobacz”. Gdy tylko ją skończyłam czytać, ruszyłam do w las i wsiąkłam na amen.

Oczywiście do domu wróciłam, a jakże, bo gdyby było inaczej, nie moglibyście przeczytać moich relacji z wędrówek (patrz Puszcza Białowieska). Ale potem była następna puszcza – Knyszyńska. I gdy tylko wróciłam z niej, od razu miałam ochotę zapuścić się w następną puszczę.

I tak zrodził się pomysł, by przewędrować wszystkie puszcze w Polsce. Trochę ich jest, większych, mniejszych i całkiem małych, według jednego ze źródeł – 41 sztuk (łącznie z borami). Ale moja lista właśnie powstaje, bo niektóre to są puszcze w puszczy, więc pewnie będzie ich mniej.

Oczywiście to nie jest plan na rok, bo musiałabym tylko tym się zająć, co jest niemożliwe. I nawet nie o to chodzi, bo to nie są jakieś zawody. Te wędrówki po puszczach to jest poznawanie, przeżywanie i doświadczanie.

Ponieważ zaczęłam je od tzw. ściany wschodniej, więc po Białowieskiej i Knyszyńskiej, czas na Puszczę Augustowską.

I właśnie się tam wybieram – już “za kilka dni, za dni parę, wezmę plecak swój”, lecz bez gitary, a z aparatem fotograficznym. I ruszam w trasę. Dziś ją wreszcie rozplanowałam. Bo dobry plan to podstawa, choć znając siebie, będą jakieś niespodzianki.

Na pewno wezmę ze sobą sprawdzone już rzeczy, o których pisałam tu: 5 rzeczy, które sprawdziły się na wędrówce po puszczy,

Myślę też, że dam radę fizycznie, bo od miesięcy bardzo dużo chodzę po lasach, więc trening mam. Tym razem zabezpieczę się też na wypadek spotkania z jakimś zdziczałym psem, których bardzo się boję. Biorę gaz pieprzowy i odstraszacz ultradźwiękowy.

Mam też nadzieję, że nie zjedzą mnie komary. Biorę ze sobą nalewkę z wrotycza własnej produkcji (do użytku zewnętrznego) i będę miała okazję ją wypróbować. Ponoć działa.

I oczywiście biorę aparat fotograficzny, bo zakochałam się w fotografii przyrodniczej. Obym tylko nie zeszła za bardzo ze szlaku, uganiając się np. za jakimś motylkiem, jak to było w Puszczy Białowieskiej. 🙂

Tak więc do wyprawy czuję się przygotowana. I mam nadzieję, że mój Anioł Stróż także :-).

Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments