Warta i Pilica – to dwie duże rzeki, które mnie pociągają. I nie chodzi tu o ich walory geograficzne czy przyrodnicze, ale o jakiś bliżej nieokreślony związek. Jakby z innego życia…

Wczoraj wybrałam się nad Wartę w okolicy Sieradza. Wędrówka nieplanowana, decyzja, że pojadę właśnie tam została, podjęta pod wpływem impulsu. Głosu, który mówi – jedź.

Pojechałam. Wysiadłam z pociągu na stacji Sieradz Warta i ruszyłam w kierunku rzeki, a potem wzdłuż jej lewego brzegu zgodnie z nurtem.

W początkowym odcinku tej trasy Warta mnie nie zachwyciła. Stalowo szary kolor wody sprawiał, że rzeka wydała mi się martwa, a ziemisty brzeg – jałowy. A jednak szłam dalej, starając się trzymać jak najbliżej brzegu.

Otoczenie powoli się zmieniało, pojawiała się zieleń traw, biel kwitnących już, aczkolwiek wciąż nieśmiało, nadbrzeżnych drzew owocowych. Było ich całkiem dużo. Być może był tu kiedyś sad – pomyślałam, rozglądając się wokół.






Po godzinie marszu znalazłam dobre miejsce do odpoczynku. Łachy niewielkich wysepek porośniętych trawą i otoczonych wodą były nie tylko malownicze, ale też i – znów nie wiem, czemu – poruszyły we mnie jakąś nutę przeszłych wydarzeń. Jakich? Byłam ich świadkiem? Uczestnikiem? Kiedy? Nie wiem…

Czy wierzysz, że żyje się więcej niż jeden raz? Że nosimy w sobie nostalgię za przeszłymi życiami, choć ich nie pamiętamy? Ja czasem, w niektórych miejscach, takie odnoszę wrażenie. Te miejsca, a może raczej jakiś zespół ich cech, szczególnie mnie wtedy pociągają, nawet jeśli obiektywnie nie ma w nich nic niezwykłego. I żałuję, że nie mogę przebić się do przeszłości, wydobyć wspomnień. A może ich wcale nie ma, bo jest tylko jedno życie? Tu i teraz? 

Wyszło słońce i woda zmieniła kolor. Ożyła. A potem pojawiły się chmury. Kłębiły się, gęstniały. Zagrzmiało, błysnęło, spadł deszcz. Rozejrzałam się za dobrym miejscem, by się schować. Znalazłam. Pierwszą burzę tego roku spędziłam pod krzakiem, w zaroślach widokiem na rzekę, popijając gorącą herbatę z termosu i jedząc kanapkę. Kocham takie chwile. 

I znowu wyszło słońce, na horyzoncie pojawiła się łuna światła w kolorze różu i żółcieni neapolitańskiej, jak z obrazów XVII-wiecznych włoskich mistrzów. A potem znów chmury, wiatr i deszcz. Warta niewątpliwie zyskała na tej pogodowej grze. A ja znów poczułam nostalgię, tak jak kiedyś nad Jeziorskiem, gdy stałam na brzegu i jak nad Pilicą o świcie.

Warta i Pilica, dwie rzeki, a ja pomiędzy. Gdzieś, kiedyś, czy tu i teraz?


Warta










 

Wędruję, piszę i fotografuję, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek, gdyż każdy czas jest dobry, aby ruszyć w świat. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Aga
Aga
6 dni temu

Tak, żyje się więcej niż raz. I w sumie to jest smutne