Ostanie tygodnie były dla mnie bardzo trudne, a ponieważ nigdzie tak się nie regeneruję psychicznie i fizycznie jak w lesie, postanowiłam wybrać się na dwa dni do Spały i zanurzyć w okoliczne lasy. Oto wędrówka spalska – dzień  drugi, ze świtem nad Pilicą w tle.

DZIEŃ 2

Po intensywnym we wrażenia pierwszym dniu wędrówki spalskiej, drugiego dnia wstałam ok. czwartej rano i skoro świt ruszyłam nad Pilicę. W nocy padało, niebo spowijały jeszcze chmury, a nad rzeką, nisko, snuły się mgły, dodając widokom cudnego klimatu.

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam te mgielne nieostrości kształtów, te mgliste zasłony, które nawet najzwyczajniejszy obrazek przekształcają w tajemnicze światy, w których królują szare błękity i chłodne, ale o tej porze roku soczyste zielenie.

Stałam tak na skarpie i patrzyłam w dal, gdzie otulona mgłą Pilica jakby wlewała się w niebo. A może to niebo wlewało się w nią? Stałam i rozmyślałam. O tym, co w ciągu ostatnich miesięcy w moim życiu się wydarzyło, o tym, w jakim jestem miejscu swojego życia i o tym, dokąd zmierzam. Gdy tak patrzyłam na rzekę, rozmyślając, mgła opadała i ujawniała coraz wyraźniejsze kształty krajobrazu.



***

Hod-dog z majonezem na śniadanie o szóstej rano to jednak nie jest dobry pomysł, ale innego nie miałam. Dzień wcześniej nie zrobiłam żadnych zakupów i by coś zjeść, została mi tylko kafejka na stacji benzynowej. Po takim śniadaniu poczułam się trochę ociężale, posiedziałam więc dłuższą chwilę na ławce, może nawet się zdrzemnęłam. A potem oczywiście ruszyłam w las.

***

Idąc wysokim, lewym brzegiem Pilicy trafiłam na naprawdę piękne i dzikie miejsce, prawdopodobnie fragment dawnej Puszczy Pilickiej. Choć wiodła mnie dość wyraźna ścieżka, co wskazywało, że inni ludzie już tędy przede mną kiedyś szli, to miałam wrażenie całkowitego opuszczenia tego miejsca przez człowieka. W takich chwilach czuję ekscytację i jakiś niepokój zarazem. Czy zastanawiałeś się, jak to jest być na świecie jedynym człowiekiem? Tylko Natura i Ty? I piękne i… straszne to.

Myśląc o tym, zobaczyłam pod drzewami wyraźnie ślady buchtowania dzików. Były świeże, prawie jeszcze ciepłe. Nasłuchiwałam, czy nie ma ich czasem w pobliżu. Nie było. Była za to zięba, były kosy i rudziki. Choć nie mam słuchu muzycznego, to powoli uczę się odgłosów ptaków. Najłatwiej idzie mi z żurawiami, których klangor rozpoznaję od razu, ale tutaj ich nie było :-).



***

Gdy wędruję po lesie, mam tak, że kolejne drzewa jawią mi się jako zasłony, za które koniecznie muszę zajrzeć. To powoduje, że często gubię utarte ścieżki, a trafiam na inne, mniej „przechodzone”. Tak było i tym razem.

O tym, że zeszłam ze szlaku przekonałam się, gdy uświadomiłam sobie, że idę przez coraz większe zarośla, muszę pokonywać powalone pnie drzew i odpadłe gałęzie, a ścieżka staje się coraz mniej widoczna i kręta. W takim momencie pojawia się lekkie uczucie niepewności – znajdę główną drogę od razu, czy będę błądzić?


Wędrówka spalska - dzień 2


***

Znalazłam…

***

Do Łodzi wróciłam wieczorem. Była zmęczona, ale gdy trochę odpoczęłam, wiedziałam, że mogłabym znowu i to od razu wyruszyć na wędrówkę w las. Tak, jestem uzależniona – od wędrowania, od lasu, od przemierzania dróg i bezdroży i odsłaniania zasłon z drzew.


Wędruję, piszę i fotografuję, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek, gdyż każdy czas jest dobry, aby ruszyć w świat. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments