Od czasu, kiedy słońce zaczęło nam nie tylko wesoło przyświecać, ale i żar rzucać, najwydatniejszą miejscowością w Łodzi stał się Helenów. Dziwić się temu nie można.

Wszakże ten park p. Anstadta, to jedyny dowód, że i nad Łodzią przefruwa niekiedy urok poezji – pisał 127 lat temu autor felietonu „Listki łódzkie” w „Dzienniku Łódzkim”, w wydaniu z 5 czerwca 1892 r.

A były to wówczas czasy świetności tego pierwszego w Łodzi parku prywatnego, a którego – jak pisze M. Piestrzeniewicz w książce „Rozrywki łodzian na przełomie XIX i XX wieku” (Łódź 2010, s. 67):

Dogodne położenie, przepych i zbytek tego miejsca sprawiały, że zarówno w porze letniej, jak i zimowej najbogatsze elity miasta były częstymi gośćmi na helenowskich salonach.

I niewątpliwie elita bawiła się dobrze, albowiem park oferował wiele atrakcji.

Po stawach z przystaniami pływały łódki. W romantycznej grocie – na której zbudowanie sprowadzono podobno skałę wulkaniczną z samych Włoch – można było szeptać ciche wyznania miłości.

Miłośnicy zwierząt (choć w tym przypadku nie jest to zbyt odpowiednie słowo) mogli zajrzeć do ogrodu zoologicznego, nazywanego zwierzyńcem.

Dla miłośników sportu był tor kolarski, potem także tenisowy, a pasjonatów oglądania wszystkiego z góry mogła zainteresować wieża widokowa, będąca de facto wieżą ciśnieniową.

Była też oczywiście możliwość posilenia się i napicia, także „procentów”. W pawilonie restauracyjnym sprzedawano np. piwo, pochodzące z browaru Anstadtów – właścicieli parku.

Co ciekawe, w sprawie jego spożycia było zdecydowane równouprawnienie, gdyż, jak pisał w 1904 r. Stefan Gorski:

panie na równi z mężczyznami bombą piwa uprzyjemniają letnią rozrywkę ogrodową.

Ale park był także miejscem wielu imprez towarzysko-kulturalnych i charytatywnych.

Były bale, loterie, tombole, maskarady, balet hiszpański, walki byków, ognie bengalskie, letnie zabawy ogrodowe, koncerty, pokazy sztucznych ogni, puszczanie balonów, koncerty itd.

W parku Helenów odbyła się też 1895 r. ważna wystawa rzemieślniczo-przemysłowa, z udziałem ówczesnych oficjeli.

I z wielką chęcią i dbałością o szczegóły o wszystkich wydarzeniach anonsowała prasa. I nic dziwnego, gdyż jak pisze Marta Piestrzeniewicz:

W Helenowie przez cały rok było gwarno, tłoczno i dostatnio.

Niestety, zupełnie inaczej niż teraz.

Park Helenów dziś

Czasy świetności parku dawno minęły i z jego powodu nad Łodzią urok poezji już się nie unosi.

A szkoda. Albowiem jest to kolejne miejsce na łódzkiej mapie zabytków, którego potencjał kulturalno-rekreacyjny jest absolutnie niewykorzystany.

Mogłam to sprawdzić także dziś, kiedy wczesnym popołudniem wybrałam się do tegoż parku na spacer, by potem pójść do kawiarenki Muzeum Miasta Łodzi i w ramach „Weekendów z historią” wysłuchać ciekawego wykładu Beaty Kamińskiej pt. „Helenów – letni ogród łodzian”.

Pogoda, jaka towarzyszyła mi na spacerze, była prawie taka, jak w notce sprzed 127 lat. Prawie, bo jak na złość wesoło przyświecające od rana słońce przesłonił cumulus, który akurat zawisł nad parkiem i popłynął sobie dalej dopiero pod koniec mojego spaceru.

Przede wszystkim, co mnie uderzyło tuż po wejściu do parku, to cisza, niewielka liczba spacerowiczów, schowany między drzewami dość zaniedbany budynek widoczny na lewo od wejścia, a na prawo – duży, niebieski pojemnik, chyba na śmieci, tuż przy tablicy z nazwą parku.

Na szczęście jednak moją uwagę przykuła – obecnie bodajże największa atrakcja parku – niezwykle bujna zieleń wielu starych już drzew i różnorodnych krzewów, pagórkowaty teren, malowniczo położne zbiorniki wodne i fontanny.

I pomyślałam – jaka szkoda, że to wszystko tak się marnuje.

Bo choć park – ze względu na bogatą zieleń, alejki i ławeczki – może dobrze służyć spacerom, to jednak brakuje w nim życia, jakie mogłam zobaczyć na starych fotografiach, zaprezentowanych przez autorkę podczas wykładu.

I stwierdziłam, że dziś parkowi brakuje tego gwaru dobrej zabawy, towarzyskich spotkań, tej jakiejś zwyczajnej-niezwyczajnej  radości. Choć, co tu kryć, jako że dawniej park był odpłatny, to przynależnej raczej burżuazji i ówczesnej łódzkiej elicie, niż klasie robotniczej.

Dziś park Helenów jest niewątpliwie egalitarny – dostępny dla wszystkich bez wyjątku.

A jednak czegoś żal. I nie wiem, czy tego dawnego świata, którego już nie ma, czy tego, że być może ludziom jest on już niepotrzebny?

Chodząc dziś po parku, pomyślałam, że być warto byłoby w nim organizować plenery malarskie, kino letnie, spotkania literackie na ławeczce, letnią szkołę fotografii, a może nawet po prostu tańce.

A jakie Wy mielibyście pomysły, by ożywić park Helenów? I przede wszystkim, czy uważacie, że jest to potrzebne?

Łódź, Park Helenów, 1 czerwca 2019 r.


Zapraszam Was też w inne magiczne miejsce Łodzi, na Księży Młyn, gdzie niedawno odbyło się śniadanie. 


Wędruję, piszę i fotografuję, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek, gdyż każdy czas jest dobry, aby ruszyć w świat. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest

3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
kosapopatelni
5 lat temu

Szczerze to nie pamiętam czy kiedykolwiek w nim byłem, muszę nadrobić to niedopatrzenie Dzięki za objawienie Łodzi nieznanej.

Filovera Septima
5 lat temu
Reply to  kosapopatelni

Koniecznie zajrzyj. Dobre miejsce, by pojeździć także rowerem.

Gosia
Gosia
5 lat temu

Przyznam, że bardzo piękny park. Mnóstwo tam zieleni, a w takich okolicznościach człowiek się dobrze relaksuje