Piąta rano nie jest moją ulubioną godziną do wstawania, szczególnie o tej porze roku. Chciałam jednak obejrzeć drzewicki zamek i okolicę o świcie i wschodzie słońca. Gdy wszyłam za zewnątrz, Drzewica jeszcze spała, a ja, na ciepłych od snu policzkach, poczułam mróz.

Ruszyłam w stronę zamku. Nocą, rozświetlony, jaśniał na tle czarnego nieba i wydawał się być gwiazdą okolicy, o świcie wtapiał się w jego szarość, sponurzał i jakby zmarkotniał. Blasku natomiast nabrała okolica, szczególnie rzeka Drzewiczka. Blasku dosłownego.

Nocny przymrozek bowiem sprawił, że martwe o tej porze roku trawy pokryły się szronem i połyskując, schowały swą szpetność pod jego diamentowym pyłem. Ach, puder jednak czyni cuda nie tylko u kobiet – pomyślałam, próbując dotrzeć jak najbliżej brzegu rzeki. Ta bowiem, dla odmiany, „unosiła” się srebrzysto-mleczną mgłą, łagodzącą czarne kontury pochylających się nad wodą nagich krzewów.

Dookoła panowała cisza nadgryzana jedynie chrzęstem zmarzniętych traw ścielących się pod nogami. Być może to on spłoszył żerującego nad wodą siwobłękitnego ptaka – czaplę? Ten wzniósł się nagle, szeroko rozpościerając skrzydła, i po chwili rozpłynął się we mgle. Z każdą chwilą jednak cisza topniała.

Topniała też szarość świtu. Niebo stawało się fiołkowe, potem różowiało, by w chwili, kiedy słońce zaczęło wyłaniać się zza horyzontu, jakby mówiąc: znowu jestem, nabrać cudownej poświaty żółcieni neapolitańskiej – barwy dawnych mistrzów malarstwa – a potem złotej, rozświetlając tą mistrzowską paletą barw całą okolicę.

W takiej chwili robi się cieplej, na zewnątrz, ale przede wszystkim na sercu i w duszy, a świat – poza tym, co jest tu i teraz – przestaje istnieć. Jest tylko światło, oddech, chwila.


Świt i wschód słońca nad Drzewiczką


Drzewicki zamek

Niewątpliwie jedną z atrakcji Drzewicy jest drzewicki zamek. Podczas tej wędrówki miałam szansę widzieć go w dwóch odsłonach – nocnej i porannej. Szkoda tylko, że można go oglądać wyłącznie na zewnątrz, wnętrze, a w zasadzie to, co z niego zostało, jest niedostępne dla zwiedzających, także brama na podwórzec jest zamknięta.

Oczywiscie, jak każdy zamek, także i ten ma swoją historię. Tutaj przypomnę ją w skrócie, ale zainteresowanych odsyłam do bardziej obszernych źródeł.

Drzewicki zamek został wybudowany w XVI w., a dokładniej w latach 1527-1535, z inicjatywy arcybiskupa gnieźnieńskiego Macieja Drzewickiego herbu Ciołek, w jego rodowych posiadłościach, na prawym brzegu rzeki Drzewiczki.

Budowla powstała w stylu gotycko-renesansowym, a charakterystycznym elementem zamku, zachowanym do dziś, były cztery pięciokondygnacyjne wieże stylizowane na obronne. Historia wieży północno-zachodniej wiąże się z inkwizycyjnymi praktykami polowań na czarownice.

W XVII wieku wykonano tutaj 22 tzw. próby powietrza. Polegały one na tym, że kobiety podejrzane o czarownictwo zrzucano z wieży z zakneblowanymi istami, by nie mogły wezwać na pomoc szatana. Gdyby odleciały, znaczyłoby to, że mają wsparcie sił nieczystych, jeśli spadały na ziemię (a tak oczywiscie było), znaczyło, że są niewinne. Tak czy siak, kończyły marnie.

Poza wieżami zamek składał się też budynków mieszkalnych i muru obronnego, które zostały otoczone dwiema fosami, łączącymi się z korytem rzeki Drzewiczki oraz wałem ziemnym i wysokim drewnianym parkanem.

Drzewicki zamek stanowił rezydencję rodu Drzewickich przez ponad sto lat. Od 1675 roku był zamieszkiwany był przez siostry bernardynki, które znalazły w nim schronienie po pożarze ich – znajdującego się ok. stu metrów w górę rzeki – klasztoru. O siostrach bernardynkach, ich klasztorze i związanych z nimi pożarach wspomnę w następnym wpisie.

W początkach XVIII wieku zamek przeszedł w ręce Szaniawskich. W 1787 roku zamek drzewicki zwiedzał król Stanisław August Poniatowski, dla którego nadworny malarz Zygmunt Vogel namalował widok zamku w Drzewicy. Akwarela ta znajduje się obecnie w zbiorach Gabinetu Rycin Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego w kolekcji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Kres świetności zamku nastąpił po wielkim pożarze w 1814 roku, który całkowicie zniszczył drewniany dach i wnętrze zamku. To, co pozostało z zamku po pożarze, zwiedzającą go w 1827 roku Klementynę z Tańskich Hoffmanową zostało opisane słowami: mury zamku zdają się jeszcze mocne i może przy niewielkim nakładzie mógłby on znowu być mieszkalnym i użytecznym (…) Serce boli, patrząc na okropne skutki nieładu i marnotrawstwa, potrafią one głaz pokryć i skruszyć żelazo.

Szkoda, że do tej pory zamek nie został odbudowany, gdyż stanowi cenny zabytek architektoniczny i niewątpliwie jest atrakcją turystyczną miasteczka.

Więcej na temat zamku w Drzewicy:

  1. Zamek – strona Urzędu Miejskiego w Drzewicy
  2. Drzewica. Ruiny zamku nad Drzewiczką
  3. Zamek w Drzewicy na stronie zamki.pl
  4. Drzewicki zamek na stronie Zamki łódzkie

Każdy zamek ma nie tylko swoją historię, ale też swoją legendę. Tak jest i w przypadku drzewickiego zamku. Oczywiście, jak na zamkową legendę przystało, na drzewickim zamku ponoć… straszy i, jak mawiają ludziska, okoliczni mieszkańcy boją się przychodzić tu nocą.

A jaka to legenda? Ponieważ wiąże się z siostrami bernardynkami, o których, jak wspominałam, napiszę w następnym wpisie o Drzewicy. A więc czekajcie z niecierpliwością :-). A na razie kilka fotek.


Drzewicki zamek


 Nocne zdjęcia zamku we wpisie „Drzewica – historyczne miasteczko z niewykorzystanym potencjałem„.

Wędruję, piszę i fotografuję, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek, gdyż każdy czas jest dobry, aby ruszyć w świat. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments