Macheront – pustynne wzgórze, szare, monotonne, w pierwszym odruchu mnie odpychało. A właściwie odpychało i pociągało zarazem, wywołując niepokój, zadziwienie, pustkę, ale i ciekawość. Bo Macheront to nie tylko góra, ale też opowieść o śmierci i prawdzie. Za cenę życia.

Wzgórze Macheront znajduje się w Jordanii pomiędzy dolinami Wadi Zarka i Wadi Mudżib, na Wschód od Morza Martwego, nieco ponad dwadzieścia kilometrów od ujścia Jordanu. Choć ma ok. 1100 m wysokości, to droga na szczyt nie jest trudna.

Nie ma tu stromizn, gdyż wchodzi się jakby dookoła góry, więc dostać się na nią może prawie każdy. Wystarczą wygodne sandały, zapas wody i nakrycie głowy, gdyż cienia tu nie uświadczysz i gorąco jest nawet w listopadzie.

Wejście na płaski szczyt Macherontu zajęło nam nieco ponad godzinę i dopiero, gdy się tu znalazłam, zrozumiałam, w czym tkwi niepokojące piękno tego pustynnego miejsca.

Czynią je nie tylko widoki, jakie rozciągają się ze szczytu: z jednej strony na Morze Martwe, z drugiej na inne wzgórza Jordanii, ale też historia tego miejsca, której ślady można dostrzec w znajdujących się tu ruinach starożytnej twierdzy – miejsca śmierci za prawdę.

Historia twierdzy Macheront

Twierdza na wzgórzu Macheront została wybudowana w I w. p.n.Ch. przez Aleksandra Janneusza, króla Judei z dynastii Hasmoneuszy, jako miejsce obronne przed napadami koczowniczych plemion pustynnych.

W połowie I w. p.n.Ch. została jednak zniszczona przez Gabiniusza, jednego z dowódców Pompejusza i wydawało się, że jej los jest przesądzony.

A jednak dostała nowe życie.

Ok. 30 r. p.n.Ch. twierdzę odbudował, umocnił murami i wieżami obronnymi król Herod Wielki, co uczyniło z niej fortecę nie do zdobycia. W jej wnętrzu Herod urządził także z wielkim przepychem pałac.

Przebywał w nim często, a na kilka dni przed swoją śmiercią (ok. 4 r. p.n.Ch) był też w oddalonych o kilkanaście kilometrów źródłach termalnych Kallirroe, gdzie szukał ulgi w nękającej go chorobie.

Herod Antypas i Jan Chrzciciel – śmierć i prawda

Jednak historia twierdzy, jako miejsca śmierci i prawdy, wiąże się nie z Herodem Wielkim, ale z jego drugim synem z czwartego małżeństwa z Maltake – Herodem Antypasem i Janem Chrzcicielem.

Jest rok ok. 30-32 p.Ch. Jan Chrzciciel, prorok i pustelnik, głosi potrzebę nawrócenia i duchowej odnowy i udziela ludziom chrztu nad Jordanem.

Herod Antypas, tetrarcha Galilei i Perei, jest po ślubie z Herodiadą – wcześniej żoną przyrodniego brata, ale też wnuczką Heroda Wielkiego, czyli ojca Heroda Antypasa, a tym samym swoją siostrzenicą.

Tak blisko spokrewnione małżeństwo było niezgodne z prawem i uważane przez Żydów za niemoralne. Tym, który ośmiela się jawnie je krytykować, jest Jan Chrzciciel.

Nie podoba się to Herodiadzie, która namawia męża, by ten uwięził Jana Chrzciciela w twierdzy Macheront. To jednak jej nie wystarcza, Herodiada chce czegoś więcej – pragnie śmierci Jana Chrzciciela.

Herod Antypas początkowo nie chce się na to zgodzić – obawia się buntu ludu, ale też czuje lęk przed Janem Chrzcicielem, a może nawet go podziw?

Wszystko zmienia się w dniu urodzin Heroda Antypasa, kiedy to na przyjęciu, specjalnie dla niego tańczy córka Herodiady z poprzedniego małżeństwa – Salome. Antypas zachwyca się nią i jej tańcem i wobec biesiadników obiecuje, że spełni każde jej życzenie.

Salome, za namową matki – podstępnej Herodiady, prosi o głowę Jana Chrzciciela. Jeszcze tej nocy Herod Antypas, chcąc dotrzymać publicznie złożonej obietnicy, każe go ściąć i podać Salome jego głowę.

Tak o tym wydarzeniu mówi Ewangelia:

Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu, z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”. A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła.

Herod bowiem czuł lęk przed Janem Chrzcicielem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.

Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei.

Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: „Proś mię, o co chcesz, a dam ci”. Nawet jej przysiągł: „Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa”.

Ona wyszła i zapytała swą matkę: „O co mam prosić?” Ta odpowiedziała: „O głowę Jana Chrzciciela”. Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”.

A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce.Mk 6,14-29

A co stało się z Herodem Antypasem? Kilka lat później poniósł on klęskę w wojnie z królem Nabatejskim, co ówcześni uważali za bożą zemstę na śmierć Jana Chrzciciela. Tak pisał o tym starożytny historyk Józef Flawiusz w “Dawnych dziejach Izraela”:

Niektórzy Judejczycy uważali, że to Bóg wytracił wojsko Heroda, sprawiedliwie wymierzając królowi karę za zgładzenie Jana, zwanego Chrzcicielem. Ów Jan, którego kazał zabić Herod, był zacnym mężem; zachęcał Judejczyków, by kształcili w sobie cnotę i by do chrztu przystępowali zachowując sprawiedliwość w stosunkach wzajemnych i gorliwie czcząc Boga.Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela

Swoje dołożyła też Herodiada. Jako kobieta ambitna i żądna władzy, namówiła męża, by udał się do Rzymu i starał o tytuł królewski. Jak się okazało, na swoją i męża zgubę.

Ccesarz Kaligula, podpuszczony przez Heroda Agryppę, że Antypas gromadzi zapasy broni, nie tylko nie dał mu korony, ale też pozbawił Antypasa tetrarchii i skazał na wygnanie. Wraz z nim na wygnanie udała się Herodiada i słuch po niej zaginął.

Nie zaginęła natomiast pamięć o Janie Chrzcicielu. Jak głosi ewangelia: „Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi”.

Śmierć Jana Chrzciciela kilka wieków później uznano za męczeńską i zaczęto szerzyć jego kult. Do dziś św. Jan Chrzciciel jest symbolem prawdy za cenę życia – prawdy bez kompromisów.

Gdzie jesteś?

Stałam tak na wzgórzu Macheront i rozmyślałam o Janie Chrzcicielu, przyglądając się to ruinom twierdzy, w której został zamordowany, to rozciągającym się widokom, na które być może spoglądał.

Tyle wieków upłynęło od tamtej nocy. Czy musiało do tej śmierci dojść? Boże, gdzie wówczas byłeś? – pomyślałam. A potem myśli same ułożyły mi się w modlitwę, którą nazwałam “pustynną”:

Modlitwa pustynna

Wiatr szarpie chustą. Jemu wszystko jedno, czego się chwycić, by pokazać siłę. Ja jestem słaba. Każdy podmuch może mnie przewrócić. Któż więc mnie podtrzymuje, że stoję tu, na pustynnej ziemi góry Macheront?

Boże, jesteś? To czemu przed wiekami opuściłeś Jana, pozwalając głowę jego podać w misie niczym trofeum?

Mówisz do mnie, Boże? Nie, to tylko wiatr szarpie mną, ale ja wciąż stoję. Któż mnie więc podtrzymuje?

I nagle cisza.

Ukląkł kamień na kamieniu i zamilkł wiatr, bym mogła usłyszeć: “Spójrz prawdzie w oczy. Jestem i nie opuściłem”.

To miejsce i ta historia z jakiegoś powodu, którego w pełni nie rozumiem, zapadło mi mocno w pamięć i serce. Ile razy wracam na Macheront wspomnieniami, tyle razy przychodzą mi do głowy słowa: Kto szuka Boga, musi udać się na pustynię.

Tyle razy też zadaję sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego Herodiada tak bardzo pragnęła śmierci Jana Chrzciciela, że posłużyła się nawet swoją córką?

Może dlatego, że z lęku przed prawdą czasem najłatwiej wydaje się odciąć prawdzie głowę, by nie patrzeć jej o w oczy? Bo co ona powie?


Wzgórze Macheront, pielgrzymka do Ziemi Świętej, listopad 2019 


Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Teresa K.
Teresa K.
3 miesięcy temu

Nie jestem wierząca, ale jakoś poruszył mnie ten tekst. Może dlatego, że pewne rzeczy sa nadal aktualne, jak to, że jest tyle zła w świecie? Dlaczego? Też nie wiem.

Jan Kowal
Jan Kowal
3 miesięcy temu

Chciałem w tym roku wybrać się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Niestety, chyba nic tego nie będzie. Boję się, że złapię wirusa. Zostaje czytać takie teksty. Dziękuję.