Dziś, 20 marca, rozpoczęła się wiosna astronomiczna, wybrałam się więc do pobliskiego lasu, by ją przywitać. I zaczęłam się zastanawiać – ile mamy wiosen? I wyszło mi, że pięć. I nie o wiek tu chodzi, ale o czas, w którym następuje w przyrodzie życiowa przemiana. Dosłownie.

Sprawa z wiosną wbrew pozorom nie jest taka prosta. Przede wszystkim zacznijmy od tego, że mamy 5 wiosen. Jest wiosna meteorologiczna, wiosna astronomiczna, wiosna kalendarzowa, wiosna klimatyczna i wiosna fenologiczna. Czy zaczynają się w tym samy czasie? Nie! I oczywiście każda z nich wskazuje na inny aspekt tej, przez wielu ulubionej, pory roku.

Przyjrzyjmy się więc wszystkim 5 wiosnom.

Wiosna meteorologiczna

Na półkuli północnej wiosna meteorologiczna zaczyna się 1 marca i trwa do 31 maja, czyli pod tym względem mamy już trzeci tydzień wiosny. Skąd się wzięła wiosna meteorologiczna? Z praktycznej potrzeby porównywania w ciągu roku, w okresach trzymiesięcznych, warunków klimatycznych różnych miejsc na półkuli północnej.

Ale co ciekawe, już w starożytności początek wiosny datowano właśnie na 1 marca, który był jednocześnie pierwszym dniem roku. Rok starożytny, który podzielony był na 4 kwartały obejmujące kolejne pory roku, rozpoczynał się więc wiosną, a kończył zimą.

Ten rzymski podział roku starożytnego wykorzystało Palatyńskie Towarzystwo Meteorologiczne z Mannheim w Niemczech, które w 1780 roku zorganizowało sieć stacji meteorologicznych i stworzyło podstawy nowoczesnej meteorologii.

Zasadność porównań meteorologicznych w okresach kwartalnych zaczynających się z pierwszym dniem określonego miesiąca, np. dla wiosny z 1 dniem marca, prawie dwa wieki później potwierdzili amerykańscy meteorolodzy Bryson i Lahey. W 1958 roku wykazali oni, że astronomiczne pory roku nie pasują do typów cyrkulacji i pogody.

Koniec lutego i początek marca objawia się w szerokościach umiarkowanych dużą dynamiką cyrkulacji, coraz większymi wahaniami dobowymi temperatury, trendem wzrostowym temperatury dobowej, a więc typowymi cechami przedwiośnia i wiosny. Stąd bardziej słuszny jest meteorologiczny podział pór roku na wiosnę od 1 marca do 31 maja.Pierwszy dzień wiosny... meteorologicznej

Wiosna meteorologiczna trwa więc trzy miesiące: marzec, kwiecień, maj i spośród wszystkich pięciu wiosen zaczyna się jako pierwsza.

Wiosna astronomiczna i kalendarzowa

Kolejne wiosny to: astronomiczna i kalendarzowa, związane z równonocą wiosenną – czyli czasem, kiedy dzień i noc trwają tak samo długo po 12 godzin. Czym się więc różnią?

Mianowicie, jako początek wiosny kalendarzowej przyjęto datę 21 marca i jest ona niezmienna.

Natomiast początek wiosny astronomicznej jest zmienny i ma miejsce w momencie przejścia Słońca przez tzw. punkt Barana (czyli punkt przecięcia się ekliptyki, tj. okręgu, po którym porusza się Słońce, z równikiem niebieskim), zwany też punktem równonocy wiosennej.

Nie wdając się jednak w astronomiczne, dość zawiłe szczegóły: początek wiosny astronomicznej jest to ten moment, kiedy Słońce przekracza równik z południa na północ i zaczyna bardziej ogrzewać półkulę północą niż południową. I tak już będzie do jesieni.

W tym roku początek wiosny astronomicznej przypadł na 20 marca, dokładnie na godz. 10.37, czyli dzień przed wiosną kalendarzową. I tak będzie aż 2043 roku, czyli przez najbliższe 22 lata wszystkie kolejne wiosny astronomiczne wypadać będą 20 marca (różnice będą dotyczyć godziny). Od 2044 roku zacznie się to zmieniać i początek wiosny astronomicznej będzie miał miejsce 20 lub 19 marca.

Co ciekawe, inaczej było w XX wieku i na początku XXI wieku. Wówczas to w Polsce i innych krajach leżących w tej samej strefie czasowej astronomiczna wiosna rozpoczynała się zwykle 21 marca (czyli jej data pokrywała się z kalendarzową). Po raz ostatni było to w 2011 roku.

Wiosna klimatyczna

Kolejna wiosna, to wiosna klimatyczna (inaczej termiczna), którą wyznaczają średnie dobowe temperatury powietrza. Wiosna klimatyczna zaczyna się wtedy, gdy w ciągu kolejnych 5 dni wahają się one pomiędzy 5 a 15°C. Jest to tzw. kryterium termiczne.

Warto wspomnieć, że na jego podstawie polski klimatolog Eugeniusz Romer wyznaczył w Polsce 6 pór roku: przedwiośnie, wiosnę, lato, jesień, przedzimie, zimę. Więcej o klimatycznych porach roku i ich znaczeniu dla przyrodników i gospodarki można przeczytać tu: termiczne pory roku.

A wracając do wiosny, to jak na razie tej klimatycznej w tym roku jeszcze nie widać. Mimo że od 3 tygodni mamy wionę meteorologiczną, a od kilku godzin astronomiczną, to nic jeszcze wskazuje, by szybko miała nadejść. W chwili gdy piszę ten artykuł (godz. 17), temperatura powietrza w Łodzi wynosi dokładnie 0°C (zero!).

Wiosna fenologiczna

To piąta z wiosen, nazywana też przyrodniczą. Wiosna fenologiczna związana jest z początkiem nowego cyklu rozwojowego roślin tzw. wskaźnikowych, które są różne dla różnych miejsc – w zależności od położenia geograficznego i wysokości nad poziomem morza.

Ponieważ rozwój roślin związany jest też z warunkami pogodowymi, w tym z temperaturą powietrza, to początek wiosny fenologicznej jest różny w różnych latach, generalnie jednak w naszej szerokości geograficznej zaczyna się ona między lutym a kwietniem.

W Polsce symptomem wczesnej wiosny, a w zasadzie przedwiośnia, jest kwitnienie i pylenie leszczyny o łacińskiej nazwie Corylus avellana, a następnie kwitnienie i pylenie brzozy brodawkowatej – Betula pendula. Pełną wiosnę będzie oznaczać kwitnienie bzu lilaka – Syringa vulgaris. Więcej o roślinach wskaźnikowych, nie tylko dla wiosny, ale też innych pór roku, możesz przeczytać tu: Fenologiczne pory roku.

Niestety, choć wiosenny początek wegetacji roślin cieszy, bo przyroda budzi się do życia i człowiekowi też robi się lepiej na sercu i duszy, to dla niektórych – mianowicie dla alergików – stanowi jednocześnie trudny czas. U wielu bowiem, po zimowej przerwie, nawracają katary alergiczne, alergie spojówek, alergie skórne i astma związane z pyleniem roślin.

Wiosna nie tylko w przyrodzie…

Czy to wszystkie wiosny? Nie! Ten czas nowego początku i budzenia się do życia ma bowiem także religijne i kulturowe znaczenie.

I tak np. na 25 marca przypada Święto Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny. Ale dawniej na wsi dzień ten nazywano także dniem Matki Boskiej Roztwornej. Wierzono bowiem, że tego dnia ziemia się otwiera, by przyjąć pierwsze ziarna i nasiona, które zostaną pobudzone do życia i dadzą plon.

Aby był on obfity, już od rana, przy stole nakrytym białym obrusem, spożywano chleb z solą i odmawiano modlitwy. Gospodarz domu brał też obraz św. Jerzego i wraz z całą rodziną obchodził swój inwentarz, aby zapewnić płodność i urodzaj przez cały rok. W niektórych regionach Polski rozwiązywano także snopki w stodołach, aby w obejściu zagościły szczęście i dobrobyt.

Ale w dzień Matki Boskiej Roztwornej miały także przylatywać bociany, dobitnie świadcząc o tym, że właśnie nadeszła wiosna. Można więc powiedzieć, że mamy też wiosnę bocianią :-).

Dawniej początek wiosny był także czasem gruntownych porządków. Np. z chat wynoszono wszystkie meble, dokładnie wietrzono pościel, a ściany bielono wapnem. Te wiosenne porządki w obejściu miały trojakie znacznie: estetyczne, zdrowotne i symboliczne i należało zakończyć je przed przedświątecznym wtorkiem – wtedy bowiem zaczynano przygotowania wielkanocnych potraw i pisanek.

A Ty, jak zacząłeś wiosnę w tym roku? Bo ja właśnie tak :-).


Fotorelacja – w poszukiwaniu wiosny, 20 marca 2012 r., Łódź – las na Brusie

 

Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments