Listopad to dobry czas na szukanie nowych ścieżek. Drzewa tracą liście, las nie jest już tak gęsty i lepiej widać ukryte wcześniej w gęstwinie ścieżki i można dostać się do ciekawych miejsc. Wczoraj wybrałam się więc nad zalew w Baryczy, by spenetrować okoliczne lasy i odkryć nowe szlaki.

Barycz (woj. łódzkie) to niewielka, bo licząca około 200 mieszkańców, wieś w gminie Dobroń, położona nad Grabią w otoczeniu lasów. W zasadzie znana jest z trzech rzeczy: ze względu na zalew i lasy jako doskonałego miejsca letniskowego, ze starego młyna, który w części drewnianej w 2018 r. niestety spłonął oraz dwóch szlaków: pieszego i kajakowego.

Kilka słów o historii Baryczy i młyna

Pierwsze wzmianki o Baryczy nad Grabią pochodzą z końca XV wieku. Jak podają źródła, w latach 1491-1497 jej właścicielem był kasztelan sieradzki – Krzesław Konarski. Wówczas też istniał już w Baryczy dziedziczny młyn wodny. Po tym pierwszym młynie co prawda nie ma już śladu, ale o istniejącej w tym miejscu w kolejnych wiekach osadzie młyńskiej mówią także źródła z XVIII i XIX wieku.

Obecny młyn uruchomiono w latach 20. XX w. za sprawą dziedzica Józefa Portycha. Dzięki turbinie napędzanej siłą rzeki Grabi w tymże młynie nie tylko mielono zboża na mąkę i śrutę dla zwierząt, ale także wytwarzano prąd elektryczny. Potem jednak, z powodu niskiego stanu wody na Grabi, w młynie wymieniono napęd z wodnego na elektryczny i dobudowano murowaną motorownię. Stary, drewniany budynek przetrwał jednak do 2018 r., niestety 31 maja tegoż roku strawił go pożar. Drewniaka dotąd nie odbudowano. 

Zalew w Baryczy i szlaki turystyczne

Zalew w Baryczy stanowi spiętrzenie wody na Grabi. Zajmuje on powierzchnię około 2 ha i obecnie służy głównie wędkarzom. Choć z powodu licznych przypadków utonięć w zalewie nie można się kąpać, to jego położenie wśród lasu zachęca jednak do relaksu wokół zalewu: spacerów, wycieczek rowerowych lub po prostu odpoczynku nad brzegiem wody.

Dla lubiących długie wędrówki lub wyprawy rowerowe wieś Barycz i zalew stanowią także jeden z końcowych etapów szlaku niebieskiego Osad Braci Czeskich. Szlak ten liczy 65 km. Zaczyna się na dworcu PKS w Widawie, a następnie biegnie przez miejscowości: Ruda, Chrząstawa, Faustynów, Walewice, Pożdżenice, Zelów, Zelówek, Bocianicha, Grzeszyn, Gucin, Rokitnica, Talar, Barycz i Ostrów. Szlak kończy się na przystanku Łask-Kolumna (PKP, PKS).

Zalew w Baryczy to także miejsce, przez które biegnie szlak kajakowy na Grabi. Spływ jednodniowy można zacząć w Kuźnicy, skąd do Baryczy jest około 16 kilometrów. Są też inne warianty. Tutaj Spływy Kajakowe po Grabi jest dobrze opisany jeden z wariantów trzydniowej kajakowej wyprawy Kuźnica-Barycz-Lichawa-Grabno.

A wracając do młyna w Baryczy, to i on znajduje się na szlaku, mianowicie żółtym szlaku osad młyńskich nad Grabią. Niestety, szlak ten jest słabo oznaczony w terenie, ale świetną ściągawkę dotyczącą przebiegu szlaku i atrakcji na nim może stanowić tekst portalu Osadnicy pt. Szlakiem młynów nad Grabią. Polecam!

Moja wędrówka do Baryczy i po okolicy

By dostać się nad zalew w Baryczy, tym razem (bo poprzednio, gdy byłam tu zimą, dotarłam z Chechła piechotą) z  wyruszyłam z Łodzi pociągiem do Kolumny – miejscowości znanej z letnisk i kolonii, a potem ze stacji kolejowej poszłam na południe w kierunku wsi Barycz.

Już ten odcinek drogi Kolumna-Barycz jest wart uwagi. Po przekroczeniu trasy A1 i krótkim marszu ulicą Spacerową, dochodzi się bowiem do pięknego, sosnowego lasu. Tutaj zresztą znajduje się parking i dla zmotoryzowanych to może być miejsce początku wędrówki nad zalew w Baryczy. Marsz przez las zajmuje ok. 30-40 minut, a ponieważ drogę stanowi leśny dukt, nie można się zgubić.

Mnie, oczywiście, ten spacer zajął trochę więcej czasu, gdyż zatrzymywałam się, by zrobić kilka jesiennych zdjęć (efekty poniżej), a przy okazji zajrzeć to tu, to tam, czyli tak jak lubię – zanurzyć się w krzaczory, choć akurat na tym odcinku było ich niewiele.





Gdy dotarłam nad zalew w Baryczy, było około jedenastej. Po deszczowej nocy pogoda sprzyjała – wyszło słońce cudnie podkreślając ciepłe barwy jesieni. Postanowiłam wykorzystać to okienko pogodowe i zajrzeć w zarysowujące się wśród rzednącej przybrzeżnej roślinności ścieżki, które zdecydowanie bardziej wyglądały na zwierzęce niż wydeptane przez człowieka. Posiedziałam też nad brzegiem zalewu i po prostu patrzyłam.








Oczywiście nie omieszkałam też zlustrować pozostałości po spalonym młynie. Widząc go wcześniej na zdjęciach, szkoda mi się zrobiło, że nikt go nie odbudował. Zdecydowanie jeszcze bardziej podkreślił by urok i klimat tego miejsca.




Po spenetrowaniu okolicy zalewu postanowiłam pójść dalej wzdłuż Grabi, w kierunku Ldzania. Początkowo zamierzałam iść po lewej stronie rzeki (patrząc pod prąd), ale nie mogłam znaleźć żadnej ścieżki. Poszłam więc po prawej stronie, gdzie rozciąga się całkiem duży las porastający pagórkowaty teren.

Na ile było to możliwe, szłam ścieżkami jak najbliżej rzeki, która w tym miejscu silnie meandruje, tworząc bardzo malownicze zakola. Celem na ten dzień było dojście do Piaskowej Góry nad Grabią.






Piaskowa Góra to po zalewie w Baryczy kolejne miejsce wypoczynku i rekreacji. W najwyższym miejscu brzeg Grabi stanowi wysoki na kilka, kilkanaście metrów uskok piaszczystej góry porośniętej sosnami i przechodzący w niewielką plażę. Z góry widać w oddali łąki i pola oraz zabudowania wsi Ldzań.

Gdy rozejrzałam się po Piaskowej Górze, to stwierdziłam, że ze względu na lokalizację, teren, dostęp do wody itd. byłoby to idealne miejsce na nocleg w lesie, gdyby nie to, że jest znane i ponoć często odwiedzane, a ja wolę być zdecydowanie sama. 

Z pewnością na Piaskową Górę jednak wrócę, gdyż w planach mam kolejną wędrówkę – dalej do Ldzania i wsi Talar, gdzie też jest stary młyn, a w dodatku jego zabudowania są dobrze zachowane. W sumie to coraz bardziej mnie ciągnie, by przejść cały szlak osad młyńskich nad Grabią. A może połączę go z jakimś spływem kajakowym? Bo czemu nie? 





Poprzednie moje wyprawy w dolinie Grabi opisałam tu: W dolinie Grabi, czyli odkrywanie nowych miejsc oraz W dolinie Grabi. Zmarnowana szansa

Zapraszam!

Wędruję, piszę i fotografuję, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek, gdyż każdy czas jest dobry, aby ruszyć w świat. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Anka
Anka
6 miesięcy temu

Piękne zdjęcia!!!