– Polowanie? – zapytał na mój widok starszy pan, marszcząc przy tym czoło i ściskając coś mocniej w dłoni.

– Nie! Absolutnie nie! Ja tylko robię zdjęcia – odparłam, nie zwlekając, i na dowód pokazałam na przewieszony przez ramię aparat fotograficzny.

-To dobrze – odrzekł starszy pan. Czoło mu się wygładzilo, na ustach pojawił się lekki uśmiech, a dłoń w uścisku zelżała. Wtedy zauważyłam, że w jednej ręce trzyma siekierę, w drugiej natomiast metalowy pręt.

Scena wydała się nieco absurdalna. Łąka porośnięta wysoką trawą i zaroślami, na której stoję ja w ubraniu kamuflującym i podejrzana o myślistwo oraz starszy pan z siekierą i jakimś prętem, a w tle ruiny starego gospodarstwa.

Przez chwilę przemknęła mi myśl, czym się w razie czego przed tą siekierą zasłonię. Aparatem? – przecież szkoda sprzętu. Plecakiem? – o, tego zdecydowanie mniej szkoda. Ale była to raczej myśl wynikająca z dziwności sytuacji, niż jakiegoś lęku.

Człowiekowi z siekierą bowiem całkiem dobrze z oczu patrzyło, a jak dowiedział się, że robię zdjęcia, to zaczął snuć opowieść o miejscu, w którym właśnie staliśmy. I przyznam, że było to zrządzenie losu.

W tym miejscu, dawnej wsi Charzew, a obecnie przy ulicy Południowej, która biegnie między łódzkim lotniskiem a ulicą Chocianowicką, tuż przy moście na Nerze, byłam już wiele razy i za każdym razem zastanawiałam się, jaka historia wiąże się ze znajdującymi się tam ruinami dawnych zabudowań.

Owszem, szukałam w internecie, ale nic sensownego na ten temat nie mogłam znaleźć (teraz wiem, że po prostu szukałam po niewłaściwych hasłach). I właśnie trafił się starszy pan z siekierą i naświetlił nieco przeszłość tego miejsca.

Ponoć już w XIX wieku był tu majątek niejakiego Starosteckiego, w skład którego wchodził między innymi młyn. Choć w pobliżu jest Ner, to trudno było mi sobie wyobrazić, by był tu młyn. Ale pan mi wytłumaczył, że teren na przeciwko zabudowań, który teraz jest łąką, kiedyś był dużym stawem z groblą, Przez niego przepływała woda, która napędzała młyn i była odprowadzana i odprowadzana do Neru. 

Jakie były dokładnie losy właściciela Starosteckiego, starszy pan nie wiedział, wspomniał tylko, że nazwisko to wiąże się z bronią „Patriot”, a charzewski młyn działał tu jeszcze do II wojny światowej.

Podczas wojny w zabudowaniach siedzieli ponoć żołnierze rosyjscy i niemieccy, niszcząc wszystko.

Po II wojnie światowej, gdy doszło do uwłaszczenia państwa na charzewskim majątku, ten ostatecznie upadł, a to, co z majątku zostało, było rozkradzione i niszczeje do dziś.

Po dawnej świetności młyna nie ma śladu, dachy budynków całkiem się zapadły, zamiast okien zieją puste otwory, podłóg już dawno nie ma, są tylko wielkie dziury w ziemi zasypane śmieciami.





Aż trudno sobie wyobrazić, że kiedyś to miejsce wypełnione było ludźmi i ich pracą, szumem młyńskich kół, mącznym pyłem przynoszącym na myśl zapach świeżego chleba.

Dziś króluje tu natura, która z każdym rokiem przejmuje coraz bardziej budynki we władanie. Porastające ruderę trawy, krzewy, chwasty i mchy odsuwają w niepamięć ślady ludzkiej bytności. Jak widać, natura ma swoją własną moc życia, potrzebuje tylko czasu, by po człowieku nie został kamień na kamieniu.

Nie ma już także stawu. Ponoć został zasypany po wojnie jakimiś śmieciami, żelastwem, betonem. Teraz porasta je łąka. O tym, że mógł tu być rzeczywiście staw, świadczy niższe położenie tego terenu, jakby łąka tworzyła rozległą nieckę.

Opowieści starszego pana nie dotyczyły tylko historii miejsca, w którym staliśmy, ale przyznam, że gadaliśmy tak z pół godziny i po tym, co usłyszałam, to byłam zadziwiona, jakie niesamowicie ciekawe opowieści niosą w sobie zwykli ludzie, No dobrze, może nie do końca zwykli, bo któż z nas chodzi po łące z siekierą i metalowym prętem?

Poszukiwacze skarbów, czy może poszukiwacze wspomnień?

Chciałabym jeszcze tego pana kiedyś spotkać i posłuchać jego opowieści, jeśli więc mój drogi rozmówco z łąki czytasz jakimś cudem ten tekst, to odezwij się, proszę, do mnie. Możesz mieć nawet siekierę przy sobie 😁.


Ps. Po powrocie do domu zaczęłam szukać informacji w internecie już po właściwych hasłach i jak się okazało, jest ich sporo na temat tego miejsca oraz ostatniego właściciela charzewskiego młyna – Starosteckiego. Zainteresowanym tym tematem polecam artykuł „Mieczysław Starostecki – ostatni właściwości majątku Charzew„, który znajduje się na stronie nadnerem.pl.


Okolice dawnego Charzewa





 

Wędruję, piszę i fotografuję, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek, gdyż każdy czas jest dobry, aby ruszyć w świat. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Anetka
Anetka
1 miesiąc temu

Kiedyś miałam przygodę, szłam przez las i wyłonił się jakiś zakapior – trzymał w ręce piłę, taką dużą, i młotek. Przyznam, że od razu ruszyłam w przecowną stronę.