Samotna kapliczka w lesie, postawiony w polu krzyż, niewielki kurhan usypany na granicy dwóch wsi przy rozstajach dróg. Przypadek? Nie, to często ślad, że w tym miejscu spoczywają ofiary „morowego powietrza”, czyli epidemii chorób zakaźnych, jakie dawniej często nawiedzały ludność miast i wsi.

Gdy ofiar moru było dużo, powstawały cmentarze morowe, czyli epidemiczne, najpierw dżumowe, a od XIX w. także choleryczne. Niektóre z nich zachowały się do dziś, wśród nich cmentarz przy ul. Brackiej 40 w Łodzi.

Powstał on pod koniec XIX w., jako druga nekropolia dla wyznawców religii mojżeszowej w mieście, w czym duże zasługi miał Izrael Poznański, przekazując na ten cel kilka hektarów ziemi. Decyzję o utworzeniu nowego miejsca pochówków przyspieszyła wielka epidemia cholery, jaka wybuchła w Łodzi w 1892 r.

Zaczęła się, jak poprzednie, w rewirach biedoty żydowskiej i siała spustoszenie głównie na Starym Mieście, Bałutach, Żubardziu, Zarzewie i Chojnach. Na cholerę zachorowało wówczas ponad cztery tysiące łodzian, z czego prawie 40 proc. zmarło.

Już w pierwszym roku funkcjonowania cmentarza przy Brackiej, na tzw. „polu cholerycznym”, czyli wydzielonym dla ofiar epidemii miejscu, spoczęło ponad 700 osób.

Ale w Łódzkiem takich miejsc pochówku ofiar moru jest więcej.

I tak np. w powiecie radomszczańskim, na obrzeżach wsi Grodzisko przy rozstajach dróg jest niewielkie wzniesienie, które w połowie XIX w. przeznaczone było dla ofiar epidemii chorób zakaźnych, jakie nękały wówczas okoliczną ludność.

Ślad cmentarza cholerycznego znajduje się też w Radomsku przy ulicy św. Rocha. Niestety, zachowało się tu zaledwie kilka krzyży.

W powiecie radomszczańskim, w gminie Ładzice, przy drodze zaczynającej za cmentarzem parafialnym w Radziechowicach Drugich znajduje się natomiast murowana kapliczka nawiązująca do tzw. Latarni Umarłych. Umieszczono w niej obraz św. Rozalii z Palermo, do której modlono się, by uchronić przed zarazą. Kapliczka ta upamiętnia znajdujący się w pobliżu cmentarz epidemiczny z XIX w.

Cmentarz choleryczny znajduje się też we wschodniej części cmentarza parafii św. Ducha w Wieruszowie oraz w Żychlinie przy ul. Polowej.

Co łączy te miejsca?

Po pierwsze odosobnienie. Mogiły, które powstawały w czasie zarazy, najczęściej były umieszczane na odludziu, z dala od domostw i „codziennych” cmentarzy oraz poza murami miasta.

Po drugie są to najczęściej mogiły zbiorowe, gdyż czas epidemii, szczególnie, gdy była wysoka śmiertelność, nie sprzyjał dochowywaniu pełnej ceremonii pogrzebowej. Dopóki to było możliwe, zwłoki wkładano do trumien, a w pogrzebie uczestniczył duchowny i rodzina.

Wzrost śmiertelności powodował często zmianę formuły pogrzebów – ciała grzebano nocą, wrzucano je do wspólnego grobu i dokładnie zasypywano wapnem. Nad grobem usypywano niewysoki kurhan, stanowiący mogiłę. Po ustąpieniu epidemii bliscy czasem wznosili na nim krzyż, natomiast bardzo rzadko stawiano imienne nagrobki.

I takie bezimienne mogiły ofiar moru, zapomniane pozostają do dziś.

Jeśli znasz takie miejsca, także poza województwem łódzkim, napisz, proszę, o tym w komentarzu.


Fot. Pole choleryczne na cmentarzu żydowskim w Łodzi przy ul. Brackiej 40

Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Akant
Akant
9 dni temu

Ciekawy tekst. Widząc jakieś dziwne miejsca, nie myślałem, że to mogą być miejsca pochówku osób zmarłych na dżumę czy inną cholerę.