Z Puszczy Knyszyńskiej wyszłam przed wieczorem. Marzyłam, aby po całym dniu wędrówki ulżyć stopom i dać oddech plecom. Jednak chcąc dostać się na nocleg, musiałam przejść jeszcze cały Supraśl. I dobrze.

Choć miasteczko liczebnie jest niewielkie, to wydało mi się rozległe i droga trochę mi zajęła. Jednakże widok dorzecza Supraśli, nad którą leży miasto, wynagrodził trud i przegnał zmęczenie.

Jeszcze tego samego dnia, po krótkim odpoczynku, przeszłam się brzegiem rzeki, by od rana móc zwiedzić miasto. I bardzo mi się ono spodobało.

Zacznijmy od rzeki Supraśl

Rzeka Supraśl (dawniej Sprząśla) swój początek bierze w bagnach na zachód od wsi Tylwica-Kolonia. Początkowo płynie na wschód, by za Michałowem skręcić na północ i tworzyć malownicze dorzecze, urozmaicające Puszczę Knyszyńską.

Przepływa przez miasteczko Supraśl i ostatecznie wpada do Narwi we wsi Złotoria, zbierając po drodze kilka dopływów, m.in. Sokołdy, Płoski, Pilnicy. O te trzy rzeki miałam przyjemność zahaczyć podczas mojej trzydniowej wędrówki po puszczy.

W miasteczku Supraśl urzekło mnie piękne zagospodarowanie linii brzegowej Supraśli, uwzględniające zarówno estetyczne oraz wypoczynkowe oczekiwania ludzi, jak i żywotne potrzeby natury.

Po lewej stronie, wzdłuż rzeki, przebiega wygodna ścieżka spacerowa, wieczorem oświetlona, przy której jest miejsce na odpoczynek na ławkach. Po prawej zachowane zostały naturalne zbiorowiska traw, zarośli, łąk, drzew, dające schronienie ptakom i innym zwierzętom.

Widać było, że mieszkańcy i turyści wieczorem chętnie przychodzą  na spacer nad rzekę, odpoczywają też nad niewielkim zalewem, który szczególnie upodobały sobie łabędzie, i podziwiają zachód słońca nad Supraślą.

A miasteczko Supraśl…

Zacznijmy od legendy. Głosi ona, że pewnego dnia mnisi św. Bazylego Wielkiego z Gródka, wsi położonej ok. 30 km od dzisiejszego Supraśla, po kilkudniowych modłach puścili z biegiem Supraśli drewniany krzyż z relikwiami.

Ale nie bez powodu. Szukali mianowicie miejsca na klasztor i w ten niecodzienny sposób zdali się na wolę Bożą, mającą pokierować losem krzyża.

Tam, gdzie miał się on zatrzymać, postanowili wybudować klasztor, uznając, że jest to najlepsze miejsce. I krzyż, według legendy, zatrzymał się właśnie w miejscu, gdzie dziś jest miasteczko Supraśl.

Wzmiankę o tym można znaleźć na tablicy pamiątkowej przy krzyżu, znajdującym się przy ul. St. Konarskiego. Widnieje na nim taki oto dwujęzyczny napis:

W tym miejscu, na Suchym Hrudzie w 1500 r., według Latopisu zatrzymał się krzyż puszczony przez mnichów prawosławnych z pobliskiego Gródka na wody rzeki Supraśl (Supraśli) w poszukiwaniu cichej przystani życia monastycznego i duchowego.Cerkiew i klasztor w Supraślu

Na pamiątkę tego legendarnego wydarzenia, od 2012 roku w dniach 8–9 sierpnia organizowana jest przez Bractwo Cerkiewne św. Mikołaja i Parafię Prawosławną z Gródka pielgrzymka kajakowa rzeką Supraśl, jako nawiązanie do legendy założenia supraskiego klasztoru.

Niezależnie do legendy faktem jest, że wszystko zaczęło się od tegoż klasztoru. W 1501 roku na uroczysku Suchy Hrud powstał, przeniesiony właśnie z Gródka (w każdej legendzie jest ziarno prawdy), prawosławny monastyr, którego założycielem był wojewoda nowogródzki Aleksander Chodkiewicz.

Już w XVI wieku klasztor stał się ważnym ośrodkiem kulturalnym i religijnym kościoła unickiego. Zakonnicy zgromadzili tu m.in. bogatą bibliotekę z cennymi drukami i rękopisami i wciąż rozbudowywali klasztor. Pod koniec XVII wieku uruchomiono przy nim drukarnię, a na początku XVIII wieku pierwszą we wschodniej Polsce papiernię.

Niestety, w 1796 r. władze pruskie skonfiskowały większość dóbr klasztornych, a w 1804 roku zlikwidowana została drukarnia. Supraśl znalazł się pod zaborem rosyjskim. Pod koniec XVIII wieku w Supraślu wybudowano synagogę i zaczęła rozwijać się społeczność żydowska.

Mimo wielowiekowej historii Supraśla, jako ośrodka kulturalnego i religijnego, prawa miejskie otrzymał on dopiero w połowie XIX wieku. Nie spowodowało to jednak intensywnej rozbudowy miasteczka, gdyż gospodarczo traciło ono już na znaczeniu na rzecz rozwijającego się Białegostoku.

Szansą ekonomiczną dla Supraśla miały stać się powstałe po 1834 roku pierwsze manufaktury sukiennicze oraz warsztaty tkackie, produkujące towary głównie na rynek rosyjski.

I tu w historii Supraśla pojawia się wątek łódzki. W 1837 roku, właśnie z Łodzi, przybywa do Supraśla żydowski przemysłowiec Adolf Buchholz, by przy targowym rynku zbudować niewielką fabrykę sukna.

Jak na tamte czasy był to całkiem nowoczesny zakład, wyposażony w dobrej jakości maszyny, więc interes szedł. Na tyle dobrze, że gdy w latach 70. i 80. XIX wieku. Białostocczyznę nawiedził kryzys ekonomiczny, który spowodował upadek supraskiego przemysłu, zakłady Buchholtza wyszły z niego cało. Dzięki temu pod koniec XIX wieku stały się największym zakładem przemysłowym w okolicy.

Wtedy też powstał, stojący w Supraślu do dziś, pałac Buchholza, wzniesiony według projektu nieznanego architekta dla Adolfa Buchholtza juniora. Dzięki Buchholzom w Supraślu rozwijała się także społeczność żydowska, która z ich znaczącą pomocą zbudowała synagogę w pobliżu ul. Zgierskiej (obecnej ul. 11 Listopada).

W II p. XIX wieku powstawały w Supraślu także inne budowle, niektóre z nich dziś są zabytkami. W 1875 roku, w sąsiedztwie monastyru, zbudowano cerkiew św. Pantelejmona, w 1889 roku – św. Jana Teologa, a w 1901 roku – kaplicę św. Jerzego Zwycięzcy na cmentarzu w Podsupraślu.

Gdy zaczęła się I wojna światowa, w obliczu zbliżających się wojsk niemieckich mnisi prawosławni uciekli z Supraśla w głąb Rosji, zabierając ze sobą cudowną ikonę Matki Boskiej Supraskiej. W okresie międzywojennym opuszczony klasztor supraski został przekazany Kościołowi rzymskokatolickiemu.

Gdy wybuchła II wojna światowa, Supraśl był w kryzysie gospodarczym. W 1942 roku Niemcy wywieźli do Treblinki supraskich Żydów, a ich synagoga została zburzona. Uzyskany budulec Niemcy wykorzystali do obmurowania budynku żandarmerii. W 1944 roku „ofiarą” wyburzeń padła też supraska cerkiew.

A co się działało z Supraślem po wojnie? To już całkiem inna inna historia.

Dziś Supraśl zajmuje ok. 6 km2 powierzchni i liczy nieco ponad 4,6 tys. mieszkańców. Ze względu na swoje walory ekologiczne (czyste powietrze, brak dużych zakładów przemysłowych) i zdrowotne (naturalne złoża borowin) od 1999 roku jest uzdrowiskiem, a ze względu na walory estetyczne i kulturalne – miejscem niewątpliwie wartym odwiedzenia.

Co warto zobaczyć w Supraślu?

Ponieważ zaraz po południu musiałam ruszyć w dalszą drogę, na zwiedzanie zabytków Supraśla miałam tylko kilka godzin. Okazało się, że to za mało, by zobaczyć je wszystkie, gdyż, co moim zdaniem zaskakuje, jak na tak małe miasteczko jest ich sporo. Na mapce, jaką otrzymałam sklepie z pamiątkami, jest ich aż 15.

Ja obejrzałam cztery: pałać Bucholtza (obecnie mieści się tu liceum plastyczne), kaplicę grobową Bucholzów – perłę architektury neogotyckiej z 1904 roku, ikony w Muzeum Ikon oraz Dom Ogrodnika.

I oczywiscie koniecznie muszę wspomnieć, że nocleg miałam w Domu Pielgrzyma Akademii Supraskiej, w budynkach należących do Klasztoru Męskiego Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny, tuż przy pięknej Supraśli.

historii monastyru i pałacu Bucholza już wspomniałam, dlatego kilka słów poświęcę Muzeum Ikon i temu, jakie skarby ono kryje, oraz Domowi Ogrodnika.

Muzeum Ikon w Supraślu i niezwykła historia dwóch świętych Janów

Przede wszystkim byłam pod wrażeniem doskonałej, moim zdaniem, ekspozycji ikon. Ciemne ściany pozbawionych okien pomieszczeń stanowiły świetne, kontrastowe tło dla ikon, których kolorystyka i klimat został umiejętnie wydobyty przez dobrze dobrane oświetlenie każdej z nich.

To sprawiało, że patrząc na nie, można było całkowicie skupić się na ich treści. Tak, na treści, bo tak jak ikony się pisze, a nie maluje (choć technicznie oczywiscie jest to malunek), tak też się je czyta, a nie ogląda (choć oczywiście widzi się obraz). Bo każda ikona to jakaś opowieść.

Moją szczególną uwagę zwróciły dwie grupy ikon.

Jedna to ikony opowiadające o św. Janie Chrzcicielu i jego męczeńskiej śmierci przez ścięcie głowy na życzenie Herodiady.

Może dlatego, że kilka miesięcy temu byłam na górze Macheront, gdzie według tradycji się to wydarzyło, o czym pisałam w tekście pt. Macheront – prawda i śmierć. A może dlatego, że historia tego świętego bardzo mnie wówczas poruszyła.

I druga grupa – ikony Matki Boskiej Trójrękiej. Na tych ikonach trzecia ręka ułożona jest pod stopami małego Jezusa, i bezpośrednio ich nie dotykając, spoczywa pod drugą, wolną dłonią Bogurodzicy, wskazując na okolice splotu słonecznego.

Choć ikon Matki Bożej jest wiele, to te, na których ma Ona trzy dłonie, przyznaję, były dla mnie zaskoczeniem. Oczywiście o błędzie piszącego ikony nie mogło być mowy, należało więc poszukać jakiegoś innego wytłumaczenia takiego przedstawiania Matki Boskiej.

Jak się okazuje, istnieje kilka teorii na temat „trzeciej ręki” na ikonie.

Według jednej nich, pierwsza ikona z wizerunkiem Matki Boskiej Trójrękiej miała powstać w VIII wieku na terenach dzisiejszej Syrii dzięki św. Janowi z Damaszku, który był mnichem, wybitnym teologiem i filozofem wczesnochrześcijańskim, potem świętym kościoła katolickiego i prawosławnego.

Jan z Damaszku był przeciwnikiem ikonoklazmu – wspieranej przez ówczesnych cesarzy bizantyjskich idei zabraniającej oddawania czci ikonom. Tłumaczył bowiem, że kontemplując ikonę, nie oddaje się przecież czci wizerunkowi jako takiemu, ale Temu, którego wizerunek dotyczy.

W jednym ze swoich dzieł pisał: Ponieważ mamy podwójną naturę, będąc złożeni z duszy i ciała, nie możemy dotrzeć do rzeczy duchowych w oderwaniu od cielesnych. W ten sposób poprzez kontemplację cielesną dochodzimy do kontemplacji duchowej.

Innego zdania był jednak cesarz Leon III, który surowo karał wszystkich nakrytych na czczeniu ikon. Jan modlił się więc w ukryciu. Gdy wieść o tym dotarła jednak do cesarza, ten kazał żołnierzom pojmać Jana i publicznie odciąć mu rękę. Tak też się stało.

Mimo doznanych cierpień, nie zniechęciło to jednak Jana, który wrócił do ukrytej ikony i zaczął się przed nią gorąco modlić o swoje uzdrowienie. I, jak mówi tradycja, wkrótce Matka Boża spełniła jego prośbę. Pojawił się Anioł, który przyłożył mu uciętą dłoń, a ta przyrosła z powrotem do ciała.

W akcie wdzięczności Jan z Damaszku wykonał ze srebrna trzecią rękę, którą umieścił na “zwykłej” ikonie Matki Bożej, z już wykonaną metalową sukienką.

I tak od tej pory zaczęto pisać ikony Matki Bożej Trójrękiej, przed którą modlą się o uzdrowienie osoby z chorobami reumatycznymi, kostnymi oraz paraliżem. Sama idea ikonoklazmu, z którą Jan walczył, upadła po jego śmierci i już bez ryzyka kary można było modlić się przed ikoną.

Historia Jana z Damaszku nie jest jedyną, próbującą wytłumaczyć, skąd się wziął wizerunek Matki Bożej Trójrękiej. Nie jest to też jedyna niezwykła historia, o jakiej można się dowiedzieć, będąc w Muzeum Ikon w Supraślu, do czego zdecydowanie zachęcam.

Niestety, było też jedno rozczarowanie – muzeum nie dysponuje ponoć żadnym katalogiem ikon, a dostępne, opracowania mają raczej charakter naukowy, co czyni z nich pozycje dla ograniczonego kręgu odbiorców.

Dom Ogrodnika, czyli…

Dom Ogrodnika, Stara Karczma, Stara Poczta – to wszystko ten sam dom, stojący przy ulicy Konarskiego, który zmieniał swoją nazwę wraz ze swoją historią.

A zaczęła się ona w połowie XVIII wieku, kiedy to został wybudowany na potrzeby ogrodników pracujących w pobliskich ogrodach klasztornych. Stąd jego pierwsza nazwa – Dom Ogrodnika. W XIX wieku mieścił się tu rosyjski urząd pocztowy. Po I wojnie światowej w budynku uruchomiono w nim Pocztę Polską i od tej pory dom nazywano też Starą Pocztą.

Przyznam, że spotkałam się też z informacją, iż przez jakiś czas – ten pomiędzy Domem Ogrodnika i a Starą Pocztą, była tu też karczma, i dlatego dom zyskał także nazwę Starą Karczmą. Ale kiedy to było, nie wiem. Jeśli więc Ty, Drogi Czytelniku, wiesz, proszę, podziel się tym w komentarzu 🙂

W 1956 roku dom Starej Poczty został oddany na potrzeby mieszkalne i nawet jedną z mieszkanek domu, panią Teresę, udało mi się poznać. Gdy ta podlewa kwiaty w ogródku, a ja przyglądałam się zabytkowi, zagadnęłam ją o dom.

– Pani, za czasów cara to tu były piękne ogrody! – mówiła z przejęciem. – Moja matka mi opowiadała, że jak miała jedenaście lat, to tu przyjeżdżała z ojcem, czyli moim dziadkiem, furmanką i piękne kwiaty tu były, oj piękne, a jakie słodkie maliny! No, pięknie było i tyle…

– A jak się tu mieszka? – zapytałam, bo dom z zewnątrz jest piękny, ale to przecież zabytek.

– No, jak się mieszka… – westchnęła pani Teresa i machnęła ręką. – Nasza rodzina mieszka tu od lat pięćdziesiątych, ja tu mieszkałam jako dziecka, teraz do córki przyjeżdżam i remont w środku by się porządny przydał. Sami nic nie możemy zrobić, nawet dziury w ścianie, bo zabytek, a i też nie mamy pieniędzy.

– A gmina nie pomaga? – dopytywałam. No cóż, jak się jeszcze dowiedziałam, budynek ponoć przejął jakiś prywatny właściciel, więc co będzie dalej, nie wiadomo. Na pewno jednak zostaną wspomnienia o pięknych ogrodach, bo pani Teresa wracała do nich podczas naszej rozmowy wielokrotnie.

Po moje rozmowie z panią Teresą poszłam już na obiad, po drodze mijając zlokalizowane przy ul. 3 Maja także zabytkowe Domy Tkaczy, a przed samym wyruszeniem do puszczy weszłam też na krótką modlitwę do również zabytkowego (z XVIII wieku) kościoła katolickiego pw. Świętej Trójcy.

Po niej ruszyłam w głąb puszczy, o czym pisałam już w tekście “Puszcza Knyszyńska w trzy dni”. Wejdź w nią i Ty.


Supraśl w obiektywie Filovery


Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Artur
Artur
1 miesiąc temu

Bardzo ładne zdjęcia i opis. Pozdrawiam serdecznie.