Tamtej niedzieli miałam inne plany. Chciałam przejść się wokół Stawów Stefańskiego, a przemierzyłam meandry Neru spod Lutomierska do okolic Konstantynowa.

Lutomiersku zjawiłam się bez jakiegoś przygotowania, co chcę zobaczyć, wiedząc tylko tyle, że za parę godzin mam dotrzeć w okolice Konstantynowa. Nie tracąc więc czasu, z centrum wsi ruszyłam w stronę lasu.

Ptaszyska

To było zaskoczenie. Skraj lasu, blisko domostw i ulic, a ich wszędzie było pełno. Czarne, hałaśliwe, co rusz przelatujące z drzewa na drzewo, trzepotały mocno skrzydłami wyraźnie zaniepokojone moją obecnością.

Byłam intruzem na ich terenie, tym niewielkim fragmencie drzewostanu, który całkowicie objęły w posiadanie i gdzie pobudowały swoje gniazda. Teraz bezwzględnie pilnowały ich, a każdy mój ruch wywoływał głośne, gardłowe pokrakiwanie.

W tym widoku mnogości czarnych sylwetek ptaków odcinających się mocną plamą na tle intensywnie niebieskiego nieba było coś niepokojącego. Gdy stamtąd wyszłam, jeszcze długo dźwięczały mi w uszach ich kraczące głosy.

Woda

Lubię połączenie drzew i zbiorników wodnych: stawów, rzeczek, rozlewisk, mokradeł. Owszem, zwykle trudniej się w takim terenie wędruje i bardziej trzeba uważać, co się ma pod nogami, ale wynagradza to malowniczość takich miejsc.

Jedno z nich, ku mojemu zaskoczeniu, znajduje się w Lutomiersku, gdzie biegnąca pomiędzy lasem a łowiskiem ryb (zwanym Stawem Mateja) ulica Kąpieliskowa krzyżuje się z rzeczką Zalewką – dopływem Neru. Tego dnia była słoneczna pogoda i lustra wody Zalewki, która swoją nazwę zawdzięcza temu, że na wiosnę wylewała na okoliczne łąki i wsie, pięknie puszczały zajączki pomiędzy drzewami.

Zapuściłam się w nie, idąc najpierw wzdłuż ogrodzenia otaczającego Salezjański Ośrodek Młodzieżowy, na którego terenie znajduje się staw, zasilany wodami przez przepływającą przez niego Zalewkę, a potem ulicą Parkową w stronę Lasu Bechcice.

Las

Las Bechcice znajduje się po obu stronach drogi łączącej centrum Lutomierska z Józefowem i ma kształt klina. Jest to las sosnowy, raczej z niewielką domieszką drzew liściastych, występujących praktycznie już na granicy drzewostanu a okolicznych pól.

Choć lasy sosnowe wydają się być monotonne, to mają tę niewątpliwą zaletę, że pięknie i zdrowo pachną żywicznym aromatem, przełamanym cytrusową nutą sosnowych igieł. No i jeszcze jedno, zwykle przez lasy sosnowe idzie się bardzo wygodnie – bądź to wydeptanymi ścieżkami, bądź po miękkim, mszanym runie, które w słoneczną pogodę zabarwia otoczenie świetlisto-zielonkawo poświatą.

To właśnie idąc przez las Bechcice, naszła mnie refleksja o podglądaniu, którą się podzieliłam z Wami we wpisie “Chwila #2. Podglądanie”.

Meandry Neru

Z lasu Bechice wyszłam w okolicy osady Bechcice-Kolonia. Aby nie iść przez wsie, czego bardzo nie lubię ze względu na ujadające psy, udałam się w kierunku Neru, by wzdłuż rzeki dojść do Konstantynowa.

To była zupełnie inna droga. Idąc tak po otwartej przestrzeni, przez pola, potem na granicy łąk i pól oraz porośniętego gdzieniegdzie szuwarami lewego brzegu Neru, czułam się jakoś nieswojo – jakbym była dla wszystkich widoczna. Nie to co w lesie.

Idąc wzdłuż meandrującej rzeki, nie szłam też po żadnym wytyczonym szlaku ani wydeptanej ścieżce, która świadczyłaby, że niejeden już tędy szedł. Może dlatego towarzyszyła mi jakaś niepewność, czy aby będę mogła dalej przejść. Czasem do tego dołączała się nawet złość.

Bo to jest zupełnie inna droga niż wtedy, gdy idziesz po czyiś śladach – bez przeszkód, miło, łatwo i przyjemnie. Gdy tych śladów brak, ty – chcąc iść dalej – musisz je zostawić i niejeden raz o coś się potkniesz, zawadzisz, w coś wdepniesz, natrafisz na przeszkodę, zmęczysz się i zezłościsz, że coś nie wychodzi.

I wtedy myślisz – po co mi to, po co się pcham w miejsca, w które nikt nie zagląda, których nikt nie przemierza, ale idziesz, bo masz cel, dokądś chcesz dojść, i spoglądasz za siebie, by zobaczyć, ile już przeszedłeś i wiesz, że szkoda byłoby zawrócić i zrezygnować.

Choć więc rzeka jest kręta, stawiasz krok za krokiem i idziesz, by znaleźć most, który przeprowadzi cię na drogą stronę rzeki – do celu.

Szłam długo, Ner wił się, ku mojemu zaskoczeniu płynął szerokim korytem, bez szans na przejście go w bród, więc musiałam znaleźć most. Zmęczona marszem wśród traw i grud ziemi, wreszcie go znalazłam i odczułam ulgę, że znów stąpam po twardym gruncie.

Wytchnienie

Gdy spojrzałam za siebie – na przemierzone pola i łąki i wijącą się wśród nich rzekę, zyskałam też przekonanie, że droga, którą właśnie przebyłam, choć była kręta i niepewna, był potrzebna, bym mogła z nowym doświadczeniem dojść tu, gdzie stopy mają już twarde podparcie i mogą odpocząć.

To wytchnienie wędrowca po trudzie wędrówki jest jak nagroda dla ciała i dla ducha, bo wtedy możesz sobie powiedzieć: dałam/dałem radę i mogę iść dalej.

Czy wiesz, że…

Lutomiersk należy do najstarszych miejscowości dawnego województwa sieradzkiego, a badania archeologiczne wykazały w tym miejscu ciągłość osadnictwa począwszy epoki brązu, przez średniowiecze, aż do dziś? M.in. przy przy rozwidleniu dróg z Lutomierska do Konstantynowa i Prusinowic archeolodzy odkryli cmentarzysko z końca X i I poł. XI w. z grobami drużyny piastowskiej, co wiążą z położeniem Lutomierska na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych, biegnących z Ukrainy na Wolin oraz z Pomorza Gdańskiego na Węgry. Choć obecnie Lutomiersk administracyjnie jest wsią, to od 1274 roku do 1870 roku był miastem.

Rzeka Ner ma długość 134 km, a płynąc meandrami przez Wysoczyznę Łaską i w Kotlinie Kolskiej, wpada do środkowej Warty, jako jej prawy dopływ? Według części badaczy nazwa rzeki Ner wywodzi się z prabałtosłowiańskiego rdzenia *nur / *nyr („mokry, wilgotny”) i może być związana ze wzmiankowanym przez starożytnego historyka Herodota plemieniem Neurów.

Fotorelacja z wędrówki

Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments