Moje przygotowania do biwakowania w lesie idą pełną parą. Wczoraj wybrałam się na wędrówkę i zabrałam ze sobą hamak, aby po raz pierwszy go wypróbować. No i było małe rozczarowanie.

Hamak kupiłam już dość dawno, był tani, w dodatku z przeceny, więc wzięłam, mając w planach, że wykorzystam go kiedyś na działce. Ponieważ zafascynowałam się bushcraftem, postanowiłam przetestować go w lesie, bo jeszcze nie wiem, jaki sposób nocowania wybrać. Kilka dni wcześniej mierzyłam się z tarpem, to także był mój pierwszy raz, a teraz z hamakiem.

Rozłożenie hamaka było proste, w zasadzie zajęło mi to że 3-4 minuty. Ale potem było zdecydowanie gorzej.

Po pierwsze, gdy się do niego wgramoliłam, to poczułam się jak sardynka w puszce. Co prawda nie wiem, jak taka sardynka się czuje, ale mówiąc przewrotnie, pewnie tak jak ja wczoraj. W hamaku było mi ciasno, szczególnie w okolicy barków, a patrzeć mogłam tylko w górę. Szybko odczułam także, że wieje chłodem od spodu po plecach.

No cóż, pomyślałam, czar bujania się w hamaku prysł. Także siedzenie w nim nie było zbyt wygodne, bo brzeg tkaniny upijał mnie w uda. Ale, ale, myślę, tak łatwo mam rezygnować? Nie!

Zrobiłam więc drugie wejście do hamaka, przedtem luzując trochę linki. Pod plecy podłożyłam też sobie kocyk, a kładąc się w nim, przesunęłam się głową bliżej jednego końca. Było lepiej. Choć nadal było ciasnawo, ale nie było to już takie nieprzyjemne, a i pole obserwacji stało się szersze.

Następne pół godziny poleżałam więc w hamaku już z pewną dozą przyjemności, ale czy dałabym radę przespać tak noc? No, mam jednak poważne wątpliwości. I teraz się zastanawiam, dlaczego miałam takie dziwne odczucie ciasnoty.

Czy mój hamak jest dla mnie za mały? Czy może był źle powieszony? A może ten hamak – fakt, tani – jest po prostu do kitu i nie nadaje się na biwakowanie? No nie wiem. Dobrze byłoby, abym mogła wypróbować jakiś inny hamak, tylko szkoda mi trochę kasy, by kupować nowy, jeśli okaże się, że to hamakowanie  jest po prostu nie dla mnie.

Dlatego spróbuję jeszcze raz z tym, który mam, napinając jeszcze inaczej linki. Włożę też do hamaka mój leciutki materac i śpiwór i spróbuję poleżeć tak dłużej. Nie zarzucam więc zupełnie hamaka, bo ma też bardzo ważną zaletę – czułam się w nim bezpiecznie, jak w kokonie. Hm, najpierw puszka, teraz kokon, muszę się na coś zdecydować 😁.



 

Wędruję, piszę i fotografuję, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek, gdyż każdy czas jest dobry, aby ruszyć w świat. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Naturalna
Naturalna
1 rok temu

Pani Filovero, pomysł z kokonem (hamakiem) świetny, wszak to jest jedyna w swoim rodzaju szansa, żeby się w nim zaszyć na jakąś głębszą przemianę. W kokonie dochodzi do niezwykłych procesów. Natura wymyśliła sobie, że ciało larwy praktycznie „rozpuszcza się” w kokonie, a z niepozornych zgrupowań komórek wykształcają się narządy motyla i jego piękne skrzydła. Zatem z poczwarki powstaje dorosły owad tzw. imago. Ten proces trwa od tygodnia do nawet kilku lat, wszystko zależy od gatunku motyla oraz od warunków środowiskowych. Także Droga Filovero, Twoje przeprawy z kokono-hamakiem być może mają jakiś wydźwięk metafizyczny 😉 I bardzo dobrze, że Twój kokon nie podpasowal, bo gdyby był mega przyjemny i komfortowy, mogłabyś się w nim niebezpiecznie umościć na długo i … niepostrzeżenie przeistoczyć się w zupełnie inną istotę. Z jednej strony to kusząca wizja, a z drugiej trochę… Czytaj więcej »