Gdy jakiś czas temu zaczęłam wędrować po swojej najbliższej okolicy, myślałam, że szybko mi się znudzi. Bo przecież ileż to razy można wchodzić do tego samego lasu i się nim zachwycać, jakby to było pierwszy raz?

Pomyliłam się. Można. Za każdym razem. I co ciekawe, z każdej takiej wędrówki przynoszę nie tylko nowe zdjęcia, ale też nowe wrażenia, gdyż doznaję podczas nich różnych zaskoczeń. Tak jak dziś.

Niedzielne popołudnie pod względem pogody było niewyraźne, wiał wiatr a słońce bawiło się z chmurami w chowanego. Zdecydowałam się jednak wyjść. Już na samą myśl o tym, że za chwilę zanurzę się w naturze czułam ekscytację.

Na szczęście mieszkam w takimi miejscu Łodzi (peryferie osiedla Retkinia-Północ w dzielnicy Polesie), że dosłownie rzut beretem (a dokładniej 5 minut pieszo na zachód do mojego bloku) i mam las na Brusie.

Las Brus

Nie jest to oczywiscie jakiś bór czy nie wiadomo jakie knieje, ale jego zaletą jest, że ma dość urozmaicony drzewostan.

Rosną tu buki, dęby, klony, brzozy, sosny, olchy i kilka innych gatunków drzew (w sumie to powinnam się w tym leśnym stanie bardziej rozeznać, mam więc zadanie na przyszłość).

Dodatkowy koloryt wprowadzają także słoneczne polany, brzozowe zagajniki, porośnięta klonami niecka oraz otoczenie dzikich łąk, przeciętych rzeczką Łódką.

Po lesie tym chodziłam już wiele razy, a mimo to dziś trafiłam na miejsce, w którym zaskoczona, aż przystanęłam i niczym Hamlet zadałam sobie pytanie: byłam tu, czy nie byłam? I powiem Wam, że nie wiem.

Z jednej strony miejsce wydało mi się znajome, jakby oswojone, ścieżką, która tam wiodła, szłam na pewno.   Ale z drugiej wyglądało na zupełnie inne niż to, które próbowałam przywołać w pamięci. Ale inne to wcale nie znaczy, że obce. Wręcz przeciwnie.

Czułam się, jakbym była częścią tego miejsca. Albo jakby to miejsce było częścią mnie.

Ciekawe, zastanawiałam się, co tu kiedyś przed dziesiątkami lat, a nawet przed wiekami było? Kto tędy chodził? Jakie wydarzenia pamięta to miejsce?

I to są te pytania, które zadaję sobie zawsze, gdziekolwiek jestem. I gdy po powrocie do domu szukam na nie odpowiedzi, mam emocjonalną huśtawkę. Od euforii, gdy znajdę coś, co opowiada historię danego miejsca, po wielki zawód, gdy nic nie udaje mi się odnaleźć.

Wtedy czuję, że mam w sobie jakieś niedopowiedzenie, jakąś lukę. Ale też właśnie ten stan jest tym, który pcha mnie ponownie w dane miejsce. Zmusza do powrotów, do przyglądania się otoczeniu na nowo.

I znowu do zadawania tych samych pytań i szukania odpowiedzi tym razem w jakichkolwiek śladach.

Np. cegły – stare, zmurszałe, wyłażące spod ziemi. Ktoś je tu wyrzucił? A może stał tu kiedyś jakiś dom? Kto w nim mieszkał? Kiedy?

Albo resztki starej studni. Jak dawno tu jest? Kto z niej czerpał wodę?

Albo betonowe ściany, bez okien, będące starym bunkrem. Kto się w nim chował? Czy przeżył?

I wiele innych pytań.

I dziś, gdy wróciłam z Bursa, także je sobie zadawałam. Byłam zaskoczona, jak niewiele wiem o tym miejscu.

Brus – od włości kościelnych

Kilka wieków temu zalesione tereny Brusa (lub Brussa) stanowiły włości kościelne i należały do Kapituły Krakowskiej. Gdy w XVI w., wraz z rozwojem osadnictwa, część terenów leśnych karczowano, zamieniając w pola uprawne, na Brusie powstała osada, którą wkrótce przeznaczono na nowe miasto.

Miało ono konkurować z pobliską Łodzią, będącą wówczas rolniczym miasteczkiem należącym dla odmiany do Kapituły Włocławskiej. Może więc rzec, że w tym miejscu biskupi krakowscy konkurowali o miejscowe wpływy z biskupami kujawskimi.

Pierwsi mieszczanie przybyli na Brus mniej więcej w połowie XVI w. Zaczęto wytyczać place miejskie i stawiać pierwsze domy. Niestety, jednak nic z tego nie wyszło – miasto się nie rozwinęło. I jestem bardzo ciekawa, dlaczego? Może zabrakło dobrej ręki włodarza, który miałby pomysł na będące w zalążku miasteczko, przyciągnął rzemieślników i kupców, zachęcił do osiedlania się?

W każdym razie trzydzieści lat później, zamiast miasta, Brus był tylko wsią, a po upływie kolejnych trzydziestu lat pozostał tu już tylko folwark z czterema zagrodnikami i osada młynarska.

Pod koniec XVIII w., po drugim rozbiorze Polski, Brus znalazł się pod zaborem pruskim. W wyniku dokonanej przez zaborców sekularyzacji dóbr kościelnych doszło też do zmiany właściciela – Brus stał się własnością państwową.

Ale i to się zmieniło, gdyż 12 maja 1841 r. Brus kupił od państwa członek Rady Stanu Królestwa Polskiego i wiceprezydent Warszawy – Mateusz Lubowidzki. Ten jednakże już w 1854 r. sprzedał Brus Wilhelmowi Nenckiemu – emigrantowi z Prus i ojcu przyszłego lekarza, chemika, fizjologa oraz powstańca styczniowego Marcelego Nenckiego.

Po powstaniu styczniowym folwark Brus został podzielony przez Nenckich na trzy części. Na tzw. właściwy folwark zlokalizowany po obu stronach drogi z Łodzi do Konstantynowa (folwark A), na graniczący z Retkinią (będącą wówczas wsią) Brus B, gdzie była cegielnia,  oraz na Brus C, określany jako Zdrowie.

Pod koniec XIX w. Brus wszedł do majątku łódzkiego przemysłowca Ludwika Meyera, który wybudował tu fabrykę i utworzył gospodarstw rolne.

Łącznie tych terenach mieszkało wówczas niecałe 800 osób i działały też trzy cegielnie, a w 1911 r. przez Brus poprowadzono linię tramwajową z Łodzi do Konstantynowa.

Wówczas też bruskie dobra przeszły na własność Alfreda Bidermanna, które we wianie wniosła mu córka Meyera, Anna.

Do dziś z czasów Meyera zachowały się na Brusie zabudowania folwarku z zabytkową drewnianą rezydencją. Niestety, choć rezydencja jest zamieszkana, budynki gospodarcze są niewykorzystane i niszczeją.

Ale Brus ma też swoją drugą, wojskowo-wojenną historię. O tym jednak napiszę już po kolejnym spacerze. Może coś odkryję?

Zajrzyj też tu: Brus, odcinek 2.

A może Ty też coś odkryjesz, wędrując po swojej okolicy? Jestem bardzo ciekawa, jaka jest jej historia. Podziel się nią w komentarzu.

Las na Brusie – okolice Konstantynowskiej 96

 


Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments