Równo, jak pod linijkę, przycięte krzewy wokół bloku, choć spełniają warunek osiedlowej estetyki opartej na porządku, w pierwszym odruchu nie wzbudziły mojego zainteresowania.
Zdecydowanie wolę niepoukładaną przyrodę, jej dzikość, gdzie każda gałązka może być zaskoczeniem.
Gdy jednak przyjrzałam się bliżej przez obiektyw aparatu okołoblokowym krzewom, zauważyłam, że choć przycięte, to i z nich coś „wystaje”, coś „idzie pod prąd” wbrew zamiarom sekatora, ale za to zgodnie z naturą.
Bo nie wszystko da się przyciąć raz na zawsze i wyrównać, wcześniej czy później zawsze coś odbije w bok, w górę, ponad przewodnią linię. A wówczas się rozwinie i wystrzeli pełnią życia.
Tak jak te soczyście zielone pąki.
Tym wpisem rozpoczynam cykl króciutkich tekstów pt. Chwile. W zamiarze będą one refleksją nad tym, co nas otacza, a w rzeczy samej refleksją nad życiem, które z chwil się składa. Serdecznie Was pozdrawiam ?
Co o tym sądzisz?
Chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, zadać pytanie lub podyskutować o tym temacie? Przenieśmy naszą rozmowę na Facebooka!
Przeczytaj darmowy rozdział mojej książki!
Zastanawiasz się, czy ta książka jest dla Ciebie? Przeczytaj jeden rozdział zupełnie za darmo i przekonaj się, że nic nie jest tym, czym się wydaje.
📥 Przeczytaj darmowy rozdział👉 Dołącz do dyskusji pod tym postem na Facebooku – to tam codziennie rozmawiamy i wymieniamy się doświadczeniami. Do zobaczenia w komentarzach!
Przycinanie wzmacnia.
Byle nie przesadzić.