Z natury jestem samotnikiem, ale dziś, podczas świątecznego spotkania u wujostwa na wsi pomyślałam, że jednak miłe są takie rodzinne spotkania.

Miłe jest tak po prostu posiedzieć razem, porozmawiać, powspominać, zjeść wspólnie posiłek, nigdzie się nie spiesząc. Miłe jest tak popatrzeć, jak rosną nowe pokolenia i cieszyć się jeszcze obecnością tych, których czas szczególnie dotyka.

Na szczęście lubimy się i szanujemy i nie dzielą nas polityczne swary, choć jakieś tam różnice w poglądach występują.

Dziś to był dobry, rodzinny czas. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie znalazła choć chwili na to, by pójść na spacer w teren.

Zresztą to jest moje miejsce, moje zacisze, moje, bo wkrótce tam zamieszkam. Na moim końcu świata, w mojej krainie w otoczeniu pół, łąk i lasów. A tak wyglądało dziś:








 

Jestem pisarką, lekarzem i wędrowcem. Słowem i obrazem opowiadam historie zakorzenione w świecie przyrody i dawnych księgach, szukając w nich tego samego: ludzkiego doświadczenia, pamięci i sensu. Moimi przewodnikami są szepty starych drzew, zapach ziemi i echo dawnych czasów, ukryte w ciszy dróg i bezdroży.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Maria Maria
Maria Maria
2 lata temu

Ale tam pięknie!!!