W mojej rodzinie nie ma bohaterów powstania warszawskiego, których historią mogłabym za młodu nasiąknąć. Dorastałam też w czasach słusznie minionych i w szkole karmiona byłam propagandowym przekazem o bezsensie powstańczego zrywu. W najlepszym razie temat był przemilczany.

Dziś już nie pamiętam, kiedy i jak to się stało, że zrozumiałam, iż to nie tak jest z tym bezsensem powstania warszawskiego i że jego sens można zamknąć w twierdzeniu “pragnienie wolności choćby za cenę życia”.

Ale czy zrozumiałam i czy rozumiem, czym powstanie, jako dojmujące doświadczenie realizacji tegoż pragnienia było?

Czym było dla tych dziewcząt i chłopców, którzy poszli walczyć, bo mieli marzenia – te zwykle, o swojej przyszłości, i te wielkie – o swojej przyszłości w wolnej Polsce?

Czym było też dla matek i ojców tych dziewcząt i chłopców, którzy nie wrócili żywi, a ich marzenia przysypały gruzy obróconej w ruinę Warszawy?

Nie sądzę. I nie osądzam. I przyjmuję z pokorą, że są takie sprawy wielkiej wagi, gdy człowiek kładzie na szali swoje życie, by je… odzyskać. Nie dla siebie nawet, ale dla kolejnych pokoleń.

Ta myśl powoduje, że czuję, iż mam wielki dług wdzięczności wobec tych, którzy 1 sierpnia ruszyli na ulice Warszawy, czasem w swoją ostatnią drogę, by walczyć o wolność.Jedni wrócili, inni nie.

Ja tę wolność dziś mam. I mam też w sobie przekonanie, że także dzięki nim – powstańcom warszawskim.

Chwała Bohaterom!

Pogodne było niebo sierpniowe, gdy wyglądano przylotu ptaków. Żołnierzyk młody, raniony w głowę, bez amunicji szedł do ataku, a wróg nas raził z wylotów strzelnic i huk moździerzy po mieście dudnił, i coraz więcej spalonych dzielnic, i coraz ciężej, i coraz trudniej…Zbigniew Jasiński, ps. Rudy, „Pieśń o powstaniu”, 1944


PS. Kilka lat temu napisałam tekst pt. Memento praeteriti – pamięci ofiar Powstańców’44 na bazie wywiadu z nieżyjącą już dziś prof. Marią Gołębiowską, która podzieliła się ze mną swoimi wspomnieniami z powstania warszawskiego. I dziś chciałabym go przypomnieć, bo emocje, jakie towarzyszyły mi rozmowie z nią, a potem pisaniu, są wciąż żywe.

Memento praeteriti – pamięci ofiar Powstańców’44

1 sierpnia 1944 roku – nad Warszawą zawisło stężałe od gorącego dnia pełni lata powietrze. Ale dawało się wyczuć coś jeszcze, jakiś niepokój – inny niż w „zwykłe” dni okupacji, jakieś napięcie, ten szczególny rodzaj wyczekiwania na wydarzenie, o którym się powszechnie nie mówi, ale które wywołuje lęk i nadzieję jednocześnie, i które musi nadejść. Nadeszło.

O godzinie 17.00 wybucha w Warszawie powstanie: tragiczne i bohaterskie zarazem, będące zrywem ducha i klęską materii; w sowieckiej Polsce przez lata spychane w zapomnienie i domagające się od Polski Odrodzonej należnego mu w pamięci kolejnych pokoleń miejsca.

Dla powstańców było ono zarówno początkiem, jak i końcem życia: dzieci stały się dorosłe, młodzież dojrzała, dziewczęta i chłopcy – wiele, zbyt wiele z nich zginęło, ale dla tych, co przeżyli, już nic nie było takie same jak wcześniej. Nie da się zapomnieć obrazów grozy tamtych dni. A przed oczyma wciąż pojawiają się twarze powstańców…

(więcej czytaj tu: Memento praeteriti – pamięci ofiar Powstańców’44)

 

Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Ewcia
Ewcia
7 dni temu

Mój dziadek ze strony mamy brał udział w postaniu. Niestety, gdy byłam mała, nie chciałam słuchać jego opowieści. A potem już nie zdążyłam, bo zmarł. Szkoda 🙁