W centrum Łodzi, w parku Źródliska, gdzie w XIX wieku szemrały źródła ukryte wśród drzew, znajduje się miejsce otoczone konstrukcją ze szkła i metalu, które nie należy ani do tej ziemi, ani do tego klimatu. To łódzka Palmiarnia – „żywa historia” miasta, nierozerwalnie związana z losem łódzkich fabrykantów i carskich urzędników.

Dziś ta „wielka szklarnia” zlokalizowana przy rozległej, miejskiej arterii – Alei Piłsudskiego – wydaje się czymś oczywistym, ale jej historia zaczyna się znacznie wcześniej, zanim powstał sam budynek.

Palmiarnia – rośliny starsze niż budynek

W drugiej połowie XIX wieku, gdy Łódź rosła napędzana parą i bawełną, jej najbogatsi mieszkańcy zaczęli tworzyć własne ogrody zimowe i oranżerie. Sprowadzane z zagranicy egzotyczne rośliny – palmy, fikusy, cytrusy, daktylowce – były nie tylko symbolem prestiżu, ale też cichym marzeniem o świecie sięgającym dalej niż fabryczne mury. Świecie pełnym soczystej zieleni – zamiast szarych dymów, świecie wyniosłych palm – zamiast kominów.

Po upadku wielu fortun w XX wieku rośliny te zaczęły trafiać do miejskich szklarni w Parku im. Staszica. Dołączyły do nich także kolekcje pozostawione po I wojnie światowej przez rosyjskich urzędników opuszczających miasto.

Po II wojnie światowej rośliny już nie wróciły do swoich właścicieli. Z czasem stało się też jasne, że nie zmieszczą się już w ciasnych szklarniach, gdyż kolekcja sukcesywnie powiększała się o kolejne okazy z likwidowanych pałacowych oranżerii.

Palmiarnia – cud

W 1955 roku podjęto decyzję, by ocalić tę zieloną spuściznę, mimo że była świadectwem „łodzi burżuazyjnej”. W Parku Źródliska zaadaptowano dawny budynek – niegdyś kuchnię dla bezrobotnych – podwyższając dach i zagłębiając donice z największymi okazami w ziemi. Rok później, 1 września 1956 roku, Palmiarnia została po raz pierwszy udostępniona zwiedzającym.

Było to coś więcej niż otwarcie nowego obiektu. W przemysłowym mieście powstała egzotyczna enklawa wilgoci, ciepła i zieleni – przestrzeń, w której czas płynął inaczej. Rośliny, starsze niż powojenne mury, zapuszczały korzenie w nowym miejscu, a ich liście dotykały przeszłości.

W czasach PRL-u Palmiarnia była dumą „robotniczej Łodzi”.  W prasie jawi się niczym znak oddechu w tym przemysłowym, zadymionym mieście. O Palmiarni pisze się z zachwytem: „egzotyczne rośliny dostępne dla każdego”, „żywa lekcja przyrody”, „okno na świat tropików”.

To język czasów, które chcą edukować masy, ale jednocześnie potrzebują odrobiny cudowności. Palmiarnia staje się więc „zieloną wyspą wśród fabrycznych murów”. W tle wyczuwalna jest duma: miasto włókniarzy ma coś, co zwykle należy do stolic i ogrodów królewskich.

Palmiarnię odwiedzają przyjeżdżający do Łodzi dygnitarze. Jest też stałym punktem wycieczek delegacji zagranicznych odwiedzających Łódź. Gościli tu przedstawiciele „bratnich narodów”, m.in. z NRD czy ZSRR, których podejmowano w kawiarni (wtedy znacznie skromniejszej niż dzisiejsza Tubajka). Wizyty te miały pokazać, że w przemysłowym, zadymionym mieście dba się o luksusową rekreację dla ludu pracującego.

Obietnica…

Lata 70. XX w. przynoszą zmianę w narracji. Palmiarnia przestaje być tylko miejscem, z którego można być dumnym, a staje się projektem przyszłości.

W prasie (np. „Odgłosy”) pojawia się język modernizacji, rozbudowy, ambicji urbanistycznych. Pisze się o „nowych, większych przestrzeniach”, „śmiałych koncepcjach architektonicznych”, „szklanych kopułach”.

To narracja bardzo charakterystyczna dla PRL-u tej dekady, przepełnionej wiarą, że wszystko można powiększyć, unowocześnić, ulepszyć. Palmiarnia funkcjonuje teraz jako „żywy organizm, który musi rosnąć razem z miastem”.

Ale między wierszami wielkich planów i wizji pojawia się coś jeszcze – lekki cień niedosytu: projekty często pozostają na papierze, plany nie mają zakotwiczenia w realiach, a palmy zaczynają dosłownie przebijać dach.

I to one sprowadzają ówczesne władze na ziemię. Pojawia się dylemat – przyciąć czubki najstarszych drzew (co oznaczałoby ich śmierć), czy budować nową konstrukcję? Ostatecznie, dzięki uporowi łódzkich botaników, dobudowano „kominowe” nadstawki na dachu, które wyglądały osobliwie, ale uratowały rośliny.

Trwanie…

W latach 80. XX wieku narracja o Palmiarni jako miejscu „dumy i wizji” cichnie. Palmiarnia pojawia się w prasie rzadziej, bardziej przy okazji innych tematów, ton jest mniej entuzjastyczny.

To już nie jest „okno na świat”. To raczej po prostu „znane miejsce spacerów”, „stały element miejskiego krajobrazu”. W tle bowiem czuć klimat epoki: kryzys, niedobory, zmęczenie wielkimi narracjami.

Ale rośliny nie potrzebują wielkich narracji. One potrzebują ciepła, którego zaczyna brakować, gdy nastaje kryzys energetyczny. Najtrudniejszym dla nich momentem PRL-u były zimy stulecia i braki w dostawach węgla.

Pracownicy palmiarni wspominają, że w najbardziej mroźne noce palono w piecach wszystkim, co było pod ręką, a nawet dogrzewano szklarnie prowizorycznymi koksownikami, by nie dopuścić do zamarznięcia bezcennej kolekcji. Udało się, ale zagrożenie dla kolekcji nie mija.

Kryzys i odrodzenie

W latach 90. XX wieku Palmiarnia przestaje być symbolem, a staje się problemem do rozwiązania.

W gazetach pojawiają się opisy złego stanu technicznego budynku, pytania o przyszłość, dyskusje o kosztach, nawoływania do pilnego remontu.

Pojawia się też nowy ton: odpowiedzialności i troski. To już nie jest projekt państwa. To jest: „nasze wspólne dziedzictwo”.

Ok. 1995 roku zapada decyzja o modernizacji. Budynek w nowym kształcie – przeszklony, z metalową konstrukcja – zostaje oddany w 1998 roku.

Dziś…

Dziś Palmiarnia jest znacznie nowocześniejsza, ale ten specyficzny mikroklimat i zapach wilgotnej ziemi jest jak znak przeszłości.

Palmiarnia bowiem nie jest tylko budynkiem. Jest żywą pamięcią o dawnych ogrodach fabrykantów, o roślinach uratowanych z historii i o mieście, które nauczyło się przechowywać życie nawet tam, gdzie wcześniej dominował przemysł.


Czy wiesz, że…

W Palmiarni znajduje się około 17 tysięcy roślin, z których najstarsze liczą prawie 150 lat! 






Dziś odwiedziłam Palmiarnię z jednego powodu – chciałam zrobić zdjęcia ciemiernikom, roślinom trującym o niezwykłej historii, o których piszę artykuł. Udało się. Mam zdjęcia. Artykuł będzie za kilka dni. Ale historia samej Palmiarni też wydała mi się interesująca.

A Ty znasz to miejsce? Lubisz je? A może znasz jakieś ciekawostki na temat łódzkiej Palmiarni? 

Jestem pisarką, lekarzem i wędrowcem. Słowem i obrazem opowiadam historie zakorzenione w świecie przyrody i dawnych księgach, szukając w nich tego samego: ludzkiego doświadczenia, pamięci i sensu. Moimi przewodnikami są szepty starych drzew, zapach ziemi i echo dawnych czasów, ukryte w ciszy dróg i bezdroży.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze