Jeśli mieszkasz na dnie oceanu, w chitynowym domku, który sam sobie produkujesz i dopasowany jest do ciebie jak futerał, a Twoja hemoglobina przenosi nie tylko tlen, ale też siarkowodór, to najprawdopodobniej jesteś rurkoczułkowcem. Gratuluję! Masz szansę dożyć setek lat, jeśli lubisz chłodne wysięki.
Druga dobra wiadomość jest taka, że choć nie jesteś rośliną, tylko zwierzęciem, to i tak nie musisz martwić się o jedzenie ani żadne dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, bo go po prostu nie masz. Całą robotę związaną z pokarmem załatwiają za Ciebie Twoje „siarkolubne” bakterie.
Ale jest to transakcja wiązana. Ty, sięgając po wyziewy z kominów hydrotermalnych, dostarczasz im tlen, siarkowodór i dwutlenek węgla, a one wykorzystują je do produkcji energii i składników odżywczych Tobie niezbędnych. Jednym słowem, nie ma to jak mieć w sobie fabrykę jedzenia, szczególnie gdy musisz żyć bez światła. No cóż, ono w Twoje głębiny po prostu nie dociera.
Tylko, w sumie, do czego to światło w tych głębinach byłoby Ci potrzebne? Do niczego. Po pierwsze niczego nie musisz widzieć, wystarczy, że czujesz. Kontakt z otoczeniem, od którego jednak jesteś zależny, zapewniają ci komórki czuciowe twojego ciała. Po drugie, nigdzie się nie przemieszczasz. Prowadzisz całkowicie osiadły tryb życia – jak raz się przytwierdzisz do oceanicznej skały swoim chitynowym domkociałem, to już na amen.
Jedynym podróżnikiem w Twojej rurkoczułkowcowej rodzinie jest larwa, czyli twój potomek. To ona daje twojemu gatunkowi szansę znalezienia nowego miejsca, gdy dotychczasowy komin – źródło niezbędnych gazów, gaśnie i kończą się chemiczne dostawy. Bo to oznacza śmierć. A ty przecież tego nie chcesz.
Ale spokojnie, nie jesteś z tym egzystencjalnym lękiem sam. Masz pobratymców. Całe życie bowiem spędzasz w tłumie sobie podobnych. Nie znaczy to wprawdzie, że prowadzicie ożywione życie towarzyskie. Po prostu wszyscy stoicie tam, gdzie jest stołówka.
Zaleta? Razem raźniej, choć to, co tworzysz, to nie jakaś wysublimowana społeczność, ale zwykła agregacja – ona jednak uwalnia cię od samotności i nudy. Ale w sumie, to jak można się nudzić na dnie oceanu, w całkowitych ciemnościach, pod ogromnym ciśnieniem masy wody, mając we krwi trujący siarkowodór, a za karmicieli – bakterie? No nie można. Nie da się.
O wadach wspominać nie będę, bo bycie rurkoczułkowcem to jak sport ekstremalny, a ten dostarcza takiej adrenaliny, że klękajcie narody.
No bo jedni z was lubią mieszkać przy kominach hydrotermalnych, z których wydobywają się płyny o temperaturze przekraczającej 300°C. Na szczęście nie stoisz w samym strumieniu, bo wtedy Twoja kariera rurkoczułkowca byłaby niezwykle krótka. Jeśli należysz do tych ciepłolubnych, to rośniesz bardzo szybko, w tempie, którego pozazdrościłby Ci niejeden bambus – nawet ponad metr rocznie, ale (no cóż, zawsze jest jakieś ale), żyjesz krócej niż twoi pobratymcy z chłodnych wysięków.
Dobra widomość jest jednak taka, że choć żyjesz krócej jako pojedynczy osobnik, to Twoja kolonia może być długowieczna. I to jest zaleta życia w agregacji (nie mylić z kongregacją 😉. Twoje geny mają szansę przetrwać dalej.
Nieco inaczej jest z twoimi kolegami z wód zimnych. Oni rosną zdecydowanie wolniej, za to jako pojedyncze osobniki dożywają prawie 300 lat. Ich kolonia jednak też jest długowieczna.
A na koniec jest jeszcze jedna wiadomość. Jesteś nadzieją dla badaczy… kosmosu, w szczególności dla astrobiologii, czyli dziedziny zajmującej się poszukiwaniem życia już nie w oceanicznej, ale w kosmicznej otchłani. Jesteś bowiem częścią ziemskiego dowodu na to, że cały ekosystem może obyć się bez światła Słońca.
Ok, abyś jednak nie poczuł się za bardzo „gwiazdą kosmosu”, to sprowadzę cię na koniec trochę na ziemię, a w zasadzie nawet pod ziemię. Ale to nie moja wina, to biolodzy. Bo to oni, w ramach taksonomii, zaliczyli Cię do pierścienic, do których należą też… zwyczajne dżdżownice.
Słowo pocieszenia? Ty, na swoim przednim końcu ciała masz cudowny, czerwony pióropusz – silnie ukrwiony narząd oddechowy, pełniący mniej więcej rolę skrzeli. Czerwony kolor to hemoglobina. Dżdżownica takiego pióropusza nie ma. Gratuluję więc jeszcze raz.
Trzymaj się dzielnie rurkoczułkowcu w tych ekstremalnych warunkach. Dżdżownica się do ciebie nie umywa.
Fot. Rurkoczułkowce Riftia pachyptila w pobliżu kominów hydrotermalnych na Grzbiecie Galapagos. Fot. NOAA Okeanos Explorer Program, Galapagos Rift Expedition 2011, domena publiczna, za Wikimedia Commons.
![]()