Są podróże, w które wyruszamy, żeby zobaczyć miejsca. I są takie, w których miejsca stają się tylko pretekstem, by zobaczyć coś więcej. Oto mój nowy projekt podróżniczo-reporterski – Stolice Europy: pociąg do historii medycyny.
Od dawna interesuje mnie historia medycyny. Można rzec – mam do niej szczególny pociąg. Ale nie ta zamknięta w podręcznikach, uporządkowana datami, nazwiskami wielkich odkrywców i kolejnymi przełomami. Bardziej ciekawi mnie to, co pozostaje pomiędzy faktami.
Jak ludzie różnych epok rozumieli własne ciało? Czego bali się, gdy przychodziła choroba? Komu powierzali swoje zdrowie i życie? Co uznawali za leczenie, a co za cud? Gdzie przebiegała granica między wiedzą a wiarą, między pomocą a eksperymentem, między troską o chorego a próbą zapanowania nad nim?
I czy te granice rzeczywiście należą już tylko do przeszłości?
Chcę więc wyruszyć w podróż. Pociągiem – gdyż jest to mój ulubiony sposób podróżowania – przez kolejne europejskie stolice.
Chcę szukać dawnych szpitali, sal wykładowych, aptek, ogrodów, laboratoriów, cmentarzy, muzeów i miejsc, w których pozornie nie ma już niczego, co przypominałoby o dawnej medycynie.
Chcę patrzeć na ulice, budynki i krajobrazy jak na palimpsest, spod którego można jeszcze odczytać ślady dawnych wyobrażeń o zdrowiu, chorobie, cierpieniu i śmierci, nadziei.
Bo historia medycyny nie wydarzała się wyłącznie w gabinetach lekarzy. Była obecna w domach i klasztorach, na targowiskach i uniwersytetach, w zielnikach, prosektoriach, przytułkach, więzieniach i pałacach.
Była obecna w wierzeniach, przesądach, strachu przed epidemią, w nadziei pokładanej w nowym lekarstwie. W sposobie, w jaki budowano miasta, izolowano chorych, grzebano zmarłych i wyobrażano sobie ludzkie ciało.
Chcę sprawdzić, ile z tej dawnej historii wciąż można zobaczyć. A może również – ile z niej nadal w nas żyje.
Nie wiem jeszcze, dokąd dokładnie zaprowadzi mnie ten pociąg. Nie wiem, jakie historie znajdę i które z nich okażą się najważniejsze. Być może czasem więcej powie mi stary instrument medyczny niż pomnik słynnego lekarza.
Może odpowiedź ukryje się w nieistniejącym już szpitalnym korytarzu, zapomnianym obrazie, roślinie rosnącej w dawnym ogrodzie aptekarskim albo w miejscu, po którym pozostał już tylko adres. A być może zamiast odpowiedzi znajdę kolejne pytania?
I chyba właśnie po nie jadę.
Pierwsza stacja: KOPENHAGA. Wyruszam już dziś.
Grafika ilustrująca wpis została wygenerowana przy pomocy AI.
Co o tym sądzisz?
Chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, zadać pytanie lub podyskutować o tym temacie? Przenieśmy naszą rozmowę na Facebooka!
👉 Dołącz do dyskusji pod tym postem na Facebooku – to tam codziennie rozmawiamy i wymieniamy się doświadczeniami. Do zobaczenia w komentarzach!