Jakiż zachwyt i błogość musiał poczuć pierwszy człowiek, który okiełznał ogień – ogrzał się przy nim i przyrządził na nim gorący napój lub strawę.

Ciepło ogarnęło go nie tylko z zewnątrz, ale i od środka, nie było to tylko ciepło ciała, ale zapewne też duszy.

Tak, ogień potrafi ogrzać ciało, myśli, rozradować serce, ogień potrafi łączyć.

Nie na próżno ludzie siadali razem w kręgu przy ognisku i choć dookoła panowała ciemność, to ich twarze rozświetlały tańczące płomienie, dając poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty.

Uwielbiam patrzeć na ogień. I choć z fizykochemicznego punktu widzenia wiem, czym on jest, to gdy porzucę to materialistyczne podejście na rzecz metafizyki, ogień wciąż stanowi dla mnie tajemnicę i przyciąga ku sobie. I dobrze, niech tak zostanie.

Dziś znowu cieszyłam się jego płomieniami, popijając gorącą kawę.



Dookoła panował bezruch zimowego lasu, z każdą minutą coraz bardziej pochłaniała go szarość wieczoru, ale mój ogień był pełen ruchu i świetlistości.

Czułam się całkowicie bezpieczna.






 

Co o tym sądzisz?

Chcesz podzielić się swoimi wrażeniami, zadać pytanie lub podyskutować o tym temacie? Przenieśmy naszą rozmowę na Facebooka!

👉 Dołącz do dyskusji pod tym postem na Facebooku – to tam codziennie rozmawiamy i wymieniamy się doświadczeniami. Do zobaczenia w komentarzach!

Jestem pisarką, podróżnikiem, wędrowcem, pasjonatką przyrody i historii medycyny. Opowiadam historie zakorzenione w świecie natury i dawnych księgach. W swoich opowieściach łączę to, co realne, z tym, co symboliczne. Między krokiem a oddechem rodzą się moje opowieści. Niech wędrują one z Tobą.