„Kogo bogowie chcą zniszczyć, najpierw doprowadzają do obłędu” – to przypisywana Eurypidesowi, choć w rzeczywistości znacznie późniejsza łacińska sentencja: Quem deus vult perdere, dementat prius”. Któż więc odważyłby się zrozumieć obłęd?

Ludzie od zawsze starali się nadawać nazwy wszelkim rzeczom i zjawiskom, także tym, których nie rozumieli. Dotyczy to również zaburzeń psychicznych – których historia jest długa jak ludzkość, jak i psychiatrii – dziedziny wiedzy i praktyki, która stopniowo zaczęła rościć sobie prawo do ich wyjaśniania, a której historia jest znacznie krótsza. Ale to właśnie ona odegrała kluczową rolę w stopniowym odchodzeniu od interpretacji obłędu jako wyłącznie działania sił nadprzyrodzonych.

Obłęd, czyli co?

Po łacinie insania, dementia, amentia, vecordia, furor, deliratio znaczy tyle co obłęd, szaleństwo, pomieszanie zmysłów, szał. W grece funkcjonowało także słowo paranoia („poza rozumem”), choć nie oznaczało jeszcze konkretnej jednostki chorobowej w dzisiejszym sensie. To nie jedyne określenia na stany psychiczne odbiegające od normy, której granice nie były takie oczywiste, a za którymi czaiła się patologia.

Cienką granicę pomiędzy normą a patologią wyznaczały nakazy i zakazy, zmieniające się w czasie, których przestrzegania pilnowało społeczeństwo, a wszelkie odstępstwa w zachowaniu jednostek zagrażające wspólnocie – piętnowało. Sprawę tego, co normalne, czyli zdrowe, i tego, co nienormalne, czyli chore, w pewnym momencie postanowiła uporządkować medycyna.

Tak narodziła się psychiatria, jako nauka i praktyczna działalność lekarska, zajmująca się chorobami psychicznymi.

Obłęd i cień bogów

Choć termin „psychiatria” wprowadzony został do terminologii naukowej dopiero w 1808 r. przez niemieckiego lekarza Johanna Christiana Reila (1759–1813) i pochodzi z greckiego psyche (ψυχή) – dusza, umysł oraz iatros (ιατρός) – lekarz, uzdrowiciel, to słowo psyche znane było już w czasach starożytnych.

Oznaczało tyle, co tchnienie, życie, duch, dusza. Spersonifikowane było też imieniem Psyche – bogini i uosobienia duszy ludzkiej. W tym miejscu zainteresowanych odsyłam do mitu o Psyche i zachęcam do prześledzenia nie tylko jej losów, ale i zachowań występujących w nim postaci.

Dodany do słowa psyche w terminie „psychiatria” przyrostek -iatria, oznaczający tyle, co nauka o pewnych chorobach i metodach leczenia, wprowadził duszę na salony medycyny. Można rzec, używając dziś modnego terminu „medykalizacja”, że -iatria zmedykalizowała psyche.

Zanim jednak powstała psychiatria, ludzie na różne sposoby próbowali zrozumieć, czym są psychiczne odstępstwa od normy. Tysiące lat temu obłęd, czy też szaleństwo, wyrażano w postaci legend, mitów i opowieści odnoszących się do prawdziwych wydarzeń. Choć nadal był niezrozumiały co do swej istoty – w ten sposób jednak dawał się jakoś oswoić.

Jakże liczne mamy w kulturze przykłady takiego oswajania „nienormalnych” zachowań. Przywołajmy choćby historię Ajasa (lub Ajaksa, zwanego Wielkim) z „Iliady” Homera, który w przypływie szału zesłanego przez Atenę wyrżnął stado baranów, które wziął za achajskich przywódców, a potem popełnił samobójstwo.

Przypomnijmy perskiego króla Kambyzesa II, którego historię opisał w V wieku p.n.e. Herodot w swoich „Dziejach”, podając, że Kambyzes podczas pobytu w Egipcie popadał stopniowo w coraz głębsze szaleństwo, co doprowadziło go do zabójstwa brata i świętokradczego uśmiercenia byka Apisa.

A czymże jest opowieść o Medei pożerającej własne dzieci, jak nie o obłędzie? Jej historia, interpretowana dziś przez psychologię, bywa przywoływana jako przykład tzw. „kompleksu Medei” – pojęcia używanego w psychologii opisowej dla określenia skrajnej wrogości matki wobec dzieci, połączonej z potrzebą zemsty na ich ojcu.

W poszukiwaniu obłędu można też sięgnąć do Starego Testamentu i historii Nabuchodonozora II, króla babilońskiego. I tak w Księdze Daniela (Dn 4) opisano jego los:

„Jeśli nie usłuchasz głosu Pana i nie wykonasz pilnie wszystkich poleceń i praw, które ja tobie dzisiaj daję, spadną na ciebie wszystkie te przekleństwa i dotkną cię. […] Pan dotknie cię obłędem”.

I tak też się stało. Nabuchodonozor siedem lat przebywał na pustkowiu, żywił się tym, co znalazł i zachowywał się jak zwierzę. Dziś w psychopatologii znany jest objaw tzw. likantropii klinicznej, bardzo rzadko występujący w ciężkich zaburzeniach psychicznych, i polegający na tym, że człowiek ma poczucie, iż zamienił się w zwierzę.

Obłęd – pierwsze próby medycznych wyjaśnień

W starożytnej Grecji za czasów Homera obłąkanie nadal często traktowano jako skutek gniewu bożego, lecz obłąkani nie stanowili przedmiotu pogardy czy strachu. Otaczano ich współczuciem, a nawet swego rodzaju poszanowaniem, właśnie jako ofiary boskiej zemsty. W świątyniach, w których uprawiano tzw. medycynę sakralną, próbowano też pomóc obłąkanym, stosując leczenie sugestią, snem, różnymi obrzędami magiczno-religijnymi.

Nowe spojrzenie na obłęd, inne niż zemsta bogów, pojawiło się w czasach Hipokratesa (V–IV w. p.n.e.), wraz z rozwojem tzw. świeckiej medycyny greckiej. Po raz pierwszy ówcześni lekarze zaczęli poszukiwać przyczyn zaburzeń psychicznych w materii ciała – w mózgu. W traktacie „O świętej chorobie” podkreślano, że to właśnie mózg jest siedliskiem myślenia i źródłem zaburzeń.

I tak obłęd zaczął stawać się chorobą, wymagającą pomocy lekarskiej oraz zorganizowanej opieki. Wówczas też pojawiły się pierwsze teorie medyczne, mające wyjaśnić etiopatogenezę chorób, w tym psychicznych.

Jedną z teorii, nawiązujących do filozofii, była humoralna teoria patogenezy chorób, oparta na założeniu, że w ciele człowieka są cztery humory (płyny): krew, śluz, jasna żółć i czarna żółć, których równowaga, czyli krazja, to stan zdrowia, a zaburzenie równowagi, czyli dyskrazja, to stan choroby.

I tak, gdy dochodziło do nadmiaru śluzu, wiązano z nim zaburzenia percepcji, gdy dominowała czarna żółć (melaina chole) – pojawiały się smutek, troski i wycofanie (stąd melancholia). Gdy jednak przeważała jasna żółć, wówczas łączono ją z pobudzeniem, lękiem i niepokojem.

Starożytni lekarze z czasów świeckiej medycyny greckiej wyróżniali już kilka „jednostek chorobowych”: melancholię, manię, hipochondrię (rozumianą inaczej niż współcześnie) oraz epilepsję. Ciekawy opis przypadku hipochondrii pozostawił lekarz grecki z I w. – Areteusz z Kapadocji. W jednym ze swych dzieł tak pisał o hipochondryku:

„unika światła i ludzi, chroni się w ciemnościach i strach go opanowuje i okolice nadbrzuszne obrzmiewają zewnętrznie, przy dotyku ból odczuwa i boi się, i widzi straszydła, i przerażające sny miewa, i zmarłych czasami widuje w swej wyobraźni”.

Ten sam Areteusz pozostawił także niezwykle plastyczny i w znacznej mierze do dziś oddający istotę rzeczy opis melancholii i manii, które dziś składają się na chorobę afektywną dwubiegunową.

Ale o tym i kilku innych kwestiach będzie w części drugiej – bo zanim spróbujemy nazwać te stany językiem współczesnej psychiatrii, warto jeszcze przez chwilę pozostać w świecie, w którym obłęd był językiem bogów.

cdn.


A teraz coś dla równowagi – po prostu kaczka i to nie dziennikarska 🙂 tylko wiosenna. Bo mamy wiosnę! 

Kaczka




Jestem pisarką, lekarzem i wędrowcem. Słowem i obrazem opowiadam historie zakorzenione w świecie przyrody i dawnych księgach, szukając w nich tego samego: ludzkiego doświadczenia, pamięci i sensu. Moimi przewodnikami są szepty starych drzew, zapach ziemi i echo dawnych czasów, ukryte w ciszy dróg i bezdroży.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Max
Max
17 dni temu

co ma kaczka do obłedu?