To było dawno. Może w innym życiu? I była wtedy jesień. Przyszedł, zaniepokojony jej milczeniem od kilku dni.

Przyszedł, by chwycić się nadziei, że ta jesień nie kończy między nimi wszystkiego, co zadziało się wiosną i latem, a jeszcze wcześniej zimą.

Zapukał do drzwi, otworzyła. Gdy spojrzał na nią, nadzieja zerwała się jak wątła nić babiego lata. Już wiedział, że jest u niej po raz ostatni. Wszedł do pokoju. Usiadł w fotelu, tam, gdzie zawsze przez ostatnie miesiące, gdy do niej przychodził, i zastygł w bezruchu. Milczał.

– Już wiesz – powiedziała, rozpraszając nieznośną ciszę. Nie odpowiedział.

– Przepraszam… – dodała szeptem.

By nie patrzeć na nią i nie zawyć z bólu jak zbity pies, uciekł wzrokiem i spojrzał na stojący obok fotela stolik. Leżało na nim jabłko. Soczyście czerwone kusiło, by zatopić w nim zęby i poczuć słodycz. Zapragnął jej. Jej – swojej kochanki – aż do utraty tchu.

– Mogę? – odezwał się wreszcie. Nie zrozumiała. – Czy mogę wziąć to jabłko… – dodał.

– Tak, oczywiście – odparła pospiesznie i jakby zniecierpliwiona.

Wiedział, że to koniec, koniec tego spotkania i wszelkich spotkań. Wstał. Wziął jabłko i ruszył do wyjścia. Zawahał się przez chwilę, ale nie odwrócił się i wyszedł. Za plecami usłyszał tylko łoskot zamykanych drzwi.

Gdy wyszedł na ulicę, usiadł na pobliskiej ławce i wbił zęby w jabłko. Gryzł je kęs po kęsie, w zapamiętaniu, oblizując wargi, smakując, nie chcąc uronić żadnej kropli aromatycznego soku. Ogryzek schował do kieszeni.

Spotkali się po dwudziestu latach. Przypadkiem, na ulicy. Wciąż była piękna. Zaprosił ją do siebie do domu na kawę. Zgodziła się.

– Co u ciebie? – A u ciebie? – Padły zdawkowe pytania. Wtedy podszedł do szafki i wyjął niewielkie pudełko. Wziął je do ręki, z nabożnością niczym relikwie, i podszedł do niej. Otworzył pudełko.

– Co to jest? – zapytała.

– To jest to, co mi po tobie zostało – odparł. Zdziwiona uniosła brwi. – Pamiętasz to jabłko, które zabrałem, wychodząc od ciebie? Zjadłem je, a to jest ogryzek. Ususzyłem go…, tak, to jest to, co mi po tobie zostało. Mały, brązowy, suchy, obkurczony ogryzek, który kiedyś był pięknym, soczystym jabłkiem – dokończył z westchnieniem.

Ona, zastygała w zaskoczeniu, milczała. Słyszał tylko jej przyspieszony oddech.

– Kochałem cię ponad wszystko na świecie – wyszeptał i podszedł do biurka. Postawił na nim pudełko i wziął do ręki nóż, starą pamiątkę po dziadku. Zamarła. Wyjął z pudełka ogryzek i rozciął twardą skorupkę, a potem końcem noża wydłubał maleńkie, czarne ziarenko. Wziął je w palce i podszedł do niej. Słyszał, jak odetchnęła.

– Zobacz, jabłka już nie ma, ale jest to ziarenko – powiedział, biorąc jej dłoń w swoje i położył na niej ziarenko. – Jeśli je posadzisz, to wyrośnie z niego jabłoń i znowu, kiedyś, za dziesiątki lat, będą jabłka. Historia przecież lubi się powtarzać – dodał z uśmiechem i zacisnął jej dłoń na maleńkim, czarnym ziarnku, a ona poczuła zniewalający zapach jesiennych jabłek.

Wędruję, piszę i fotografuję, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek, gdyż każdy czas jest dobry, aby ruszyć w świat. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Kasia
Kasia
1 miesiąc temu

O! jedyne takie opowiadanie, niosące nadzieję, że prawdziwa miłość nie umiera nigdy.