Ermia wróciła do izby powoli, jakby każdy krok wymagał od niej zgody. Zarzuciła na ramiona szal, bo choć piec jeszcze tlił się po nocy, w domu było chłodno. Rozejrzała się po kuchni, światło wpadające przez niewielkie okno układało się na podłodze w znajome wzory. Wszystko było na swoim miejscu. To właśnie było najbardziej niepokojące.
Księga Życia leżała na stole, otwarta dokładnie tam, gdzie zostawiła ją poprzedniego wieczoru. Ermia zawsze odkładała ją z namysłem, w to samo miejsce, z zaznaczoną stroną, jakby bała się, że jeśli tego nie dopilnuje, świat mógłby się rozejść się w szwach. Teraz jednak przez chwilę tylko na nią patrzyła, nie sięgając po nią od razu.
W końcu usiadła i przesunęła dłonią po pergaminie. Był gładki, chłodny, znajomy. Ten dotyk od wieków przynosił jej ukojenie, bo oznaczał porządek: przyczynę i skutek, nazwę i opis, początek i koniec. Otworzyła Księgę szerzej i zaczęła czytać.
Rozdział o stanach przejściowych znała niemal na pamięć. Wiedziała, które zdania pojawią się po których, w jakim miejscu mowa będzie o pustce, a gdzie o nadziei. Czytała więc płynnie, bez zatrzymywania się, aż nagle zorientowała się, że słowa — choć wciąż te same — nie dotykają jej wcale. Były poprawne, spójne, ale zamknięte w sobie i brzmiały, jakby mówiły o kimś innym.
Ermia zmarszczyła brwi i cofnęła się o kilka linijek, czytając uważniej. „Stan przejściowy — głosił tekst — jest czasem pomiędzy końcem a nowym początkiem. Nie trwa długo i nie powinien budzić lęku, jeśli Istota rozumie jego sens.”
— Rozumiem — wyszeptała Ermia, ale słowo to zabrzmiało pusto.
Przesunęła palcem po kolejnym akapicie. „Istoty takie jak Ermia — czytała dalej — mogą doświadczać chwilowego oddalenia od radości, które jednak mija, gdy porządek zostaje przywrócony.”
Zatrzymała się.
Istoty takie jak Ermia – to sformułowanie znała od zawsze, a mimo to po raz pierwszy wydało jej się dziwnie chłodne, jakby ktoś opisywał zjawisko, a nie życie. Jakby ona sama była jedynie przykładem, przypisem, kategorią.
Ermia zamknęła oczy. Próbowała przywołać uczucie, które zwykle towarzyszyło jej lekturze — poczucie bycia widzianą, zrozumianą, osadzoną w Czymś większym niż ona sama. Ale zamiast tego pojawiło się coś innego: wrażenie, że stoi po niewłaściwej stronie słów.
Otworzyła oczy i przewróciła kilka stron dalej, szybciej niż zwykle, niemal nerwowo. Czytała fragmenty o cyklach, o powrotach, o konieczności czuwania. Wszystko było znajome. I wszystko było nie dość dobre, znane, zrozumiałe.
W jednym miejscu pergamin był jaśniejszy, jakby wyblakły. Litery stawały się tam rzadsze, a jedno zdanie urywało się nagle, bez kropki, bez dalszego ciągu. Ermia wpatrywała się w ten fragment długo, czując, jak w jej piersi narasta coś, czego nie potrafiła nazwać.
— To nie jest odpowiedź — powiedziała w końcu, bardzo cicho.
Zamknęła Księgę. Nie z szacunkiem, jak zawsze, ale bezwiednie, jak zamyka się drzwi, które przestały chronić przed zimnem. Przez chwilę trzymała dłonie na okładce, jakby wciąż czekała, że coś się wydarzy, że słowa dopowiedzą się same.
Nic jednak nie nastąpiło.
Księga milczała. A Ermia po raz pierwszy zrozumiała, że to milczenie boli bardziej niż brak odpowiedzi.
– W Księdze nie znajdę odpowiedzi – pomyślała Ermia. – Muszę wznieść się ponad słowa. Przecież mam skrzydła – dodała już na głos. NYX wyprostował grzbiet i spojrzał Ermi głęboko w oczy, by po chwili powoli opuścić powieki. On wiedział swoje.
cdn.
A tu odcinek 1:
Już zcekam na ciag dalszy. A skąd pomysł na imię Ermia?
Po prostu to imię pojawiło się w mojej głowie. Dopiero potem sprawdziłam, że może nawiązywać do eremu, czyli pustelni.