„Jeśli nauczysz się najadać okruchami, zawsze będziesz myślała, że nie należy ci się więcej” – mówi nauczycielka literatury angielskiej do głównej bohaterki, Oliwii. Okruchy, słowo-klucz powieści Anny Purowskiej pt. „Okruchy i skarby”, którą właśnie skończyłam czytać, pojawia się wiele razy.
Z jakiegoś powodu nie od razu zwróciłam na nie uwagę. Nie od razu przemówiło do mnie całą wyrazistością i trudnymi emocjami, jakie to słowo w tej książce przynosi. Przyznaję, od dawna nie czułam takich emocji, gdzieś z głębi klatki piersiowej, jak przy czytaniu książki Anny Purowskej „Okruchy i skarby”.

Ale te emocje nie pojawiły się też od razu, gdzieś podskórnie kumulowały się przez kolejne dni podczas czytania, by o drugiej w nocy, gdy kończyłam czytać książkę, zaczęły wydostawać się na zewnątrz przez szczelinę w murze opanowania.
A to znaczy, że książka działa i choć główna bohaterka, Oliwia, tłumaczka literatury anglojęzycznej, zafascynowana twórczością Vincenta van Gogha, zaczytana w cudzych historiach, emocjonalnie jest tak ode mnie różna, to jej historia potrafiła mnie poruszyć.
Bo to jest historia uniwersalna – o stracie, o tęsknocie za utraconym i za tym, co mogłoby być, gdyby tej straty nie było. To jest też historia o dojrzewaniu – dojrzewaniu do siebie, tej do bólu prawdziwej, liczącej się z odrzuceniem.
„Boisz się, że jeśli odmówisz, zostaniesz odrzucona – mówi nauczycielka. – Co mam robić? Jak z tym żyć – pyta Oliwia. – Pozwól sobie na to. Na odrzucenie” – odpowiada nauczycielka.
Poruszyły mnie te proste słowa.
To jest też historia o miłości, ale nie słodko-romantycznej, ale takiej, która wywraca człowieka na drugą stronę niczym podszewkę, czyni go bezbronnym, wystawia na ogląd i zranienie. Zranienie przez porzucenie.
By go nie doświadczać, trzeba przestać czuć. Trzeba zamrozić serce. Oliwia próbowała, starając się pogrzebać przeszłość pod warstwami codzienności. Ale przeszłość ją odnajduje.
„Okruchy i skarby” to książka o:
Z pewnością jest to jedna z tych książek, które zapadną mi w pamięć. I nie chodzi tylko o historię, ale też o nastrój, jaki potrafi zbudować Autorka, tworząc opowieść „snującą się w otoczeniu paryskich uliczek, ogrodów, kawiarenek, smakująca croissantami, odurzająca aromatem kawy doprawionej miłością do malarstwa, literatury i muzyki”.
Czuję, że książka „Okruchy i skarby” będzie jeszcze pracować we mnie.
A jeśli i Ty chcesz się przyjrzeć swoim okruchom i skarbom, jakie przynosi Ci życie albo jakie sama sobie tworzysz, weź tę książkę do ręki i czytaj. Nawet, jeśli Cię tak poruszy, że się przy tym czytaniu emocjonalnie „rozpadniesz”, to – cytując motto do jednego z rozdziałów książki – „Tylko wtedy, gdy się rozpadniesz, dasz sobie szansę ułożenia siebie na nowo”.
![]()
PS. Czas na kolejne książki z mojej styczniowej listy, choć nie będzie to powieść, gdyż chcę jeszcze z tą w myślach popracować.
Chyba sięgnę po tę ksiązkę.
Naprawdę polecam. I daj znać, jakie wrażenia.