Czy zastanawiacie się czasem nad czasem? A może myślicie, że taka refleksja to marnowanie czasu, który wciąż gonicie, a ten Wam ucieka?

Mnie często też, więc dziś chciałam go uchwycić i spojrzeć – metaforycznie oczywiście – Czasu oczami na siebie i na nas. I tak oto powstało “Wyznanie Zmęczonego Czasu“.

Wyznanie Zmęczonego Czasu

Próbują mnie zmierzyć i wykorzystują do tego zegary. Te dzielą mnie na części – coraz mniejsze i mniejsze – jakby chciały mnie unicestwić. Obracają swoje wskazówki niczym żarna i mielą: godziny na minuty, minuty na sekundy, o milisekundach nie wspomnę, bo nie wszystkie zegary to potrafią.

Próbują wyznaczyć mi granice od-do i wykorzystują do tego kalendarze. Mam zmieścić się w roku, miesiącach, tygodniach, dniach. A potem z kalendarzy wyrywają kartki i wyrzucają na śmietnik.

I tak tworzą rozdrobnione godziny, zużyte lata, a jednak wciąż próbują mnie zmierzyć i wyznaczyć granice. I żyją, jakby mnie nie było. Eh, ludzie! Myślicie, że jesteście moimi panami albo że nie musicie się ze mną liczyć?

A przecież to ja, Czas, wami władam! Sam będąc niezmiennym – zmieniam wszystko. Sam będąc niepoliczalny – wszystko odliczam. Sam będąc bez końca – koniec wyznaczam. Sam wszystko pamiętając – zabieram pamięć, czasem zostawiając wam mgliste wspomnienia, tak na pocieszenie.

Ach, jak pysznie jest być Czasem! Jak pysznie!

Nie, jednak Prawda jest taka, że nie wszystko pamiętam. Jak się począłem? Kto nadał mi imię? Kto mną poruszył, bym zrobił pierwszy krok w przestrzeń? Kto? Kto? Kto?

Nie pamiętam i jestem zmęczony tymi pytaniami. Pytania nieznośne – odejdźcie ode mnie, odejdźcie! Zostawcie mnie, Czas, w spokoju…

Kto? Kto? Kto? To przecież tylko słowo, słowo, słowo…

Słowo? Mój Boże, Panie Czasu…

Wędruję i piszę. Wędruję, bo każdy czas jest dobry, by wyruszyć w świat. Piszę, by oswajać przemijanie i inspirować do wędrówek. “Opowieści Wędrowne” to blog o tym, co możesz znaleźć, będąc w drodze.